:: 01 marca 2013 ::


Koncert Tabaty Mitsuru

We wrocławskim Klubie Firlej
w środę 6 marca o godzinie 20:00 będzie miał miejsce koncert Tabaty Mitsuru.

Koncert opisany jest jako „free improvisation/psychodelic/industrial”.

Kto ma blisko lub komu po drodze, chyba nie będzie żałował. Bilety po 15 lub 20 zł.

m.


:: 05 marca 2013 ::


Szogun

Korzystając z reszty wolnego czasu z okazji końcówki zimy, odświeżyłam sobie Szoguna. Ten serial amerykański z 1980 roku wszyscy chyba znają. Oparty na powieści Jamesa Clavella jest jedną z lepszych niejapońskich produkcji o Japonii.

Kiedy oglądałam go po raz pierwszy wieki temu w polskiej telewizji byłam absolutnie zachwycona.

Po raz drugi obejrzałam go jako świeżo upieczona japonistka i czepiałam się z żarliwością neofity wszystkiego.

Teraz obejrzałam po raz trzeci i znów bardzo mi się podobał.


Mimo czasu, jaki upłynął od realizacji, ogląda się przyjemnie. Jest to serial historyczny, więc nic się nie zdezaktualizowało.

Chambarlain zagrał w tym serialu chyba swoją najlepszą rolę.
Toshiro Mifune w roli Toranagi, jak zwykle świetny. On po prostu gra, tak od niechcenia...
Aż trudno uwierzyć, że Yoko Shimada (Mariko) uczyła się swoich partii dialogowych fonetycznie na pamięć, bo nie znała japońskiego.

Świetne kostiumy i odtworzenie epoki.


Dobrym zabiegiem jest brak tłumaczenia japońskich dialogów w tle. Widz może wczuć się w sytuację Anjin sana, który ni w ząb nie rozumie japońskiego.

Świetny zabieg konstrukcyjny: każdym odcinku jest scena pokazująca dogłębnie aspekty kultury japońskiej, np.: scena ceremonii herbacianej, wizyta u kurtyzany czy próba seppuku. Choć można odnieść czasami wrażenie, że niektóre wciśnięte są trochę na siłę, to w fajny sposób zagęszczają akcję, odrywając widza od zdarzeń pierwszoplanowych.



Czego można się przyczepić? E tam, kilka anachronizmów (oklaski po występie, uwspółcześniony japoński*, itp....)

Co jest ciekawe? Bon moty, nieraz dobre, nieraz płytkie, nieraz irytujące, np.:
„Japonia jest zawsze przed nami.” (w latach 80-tych, w amerykańskim serialu, mogło to być dwuznaczne)
„Japończycy mają sześć twarzy i trzy serca.”
„W życiu nie można nikomu ufać.”...

No, i całkiem mocny obraz zapędów politycznych i ekonomicznych jezuitów na Dalekim Wschodzie.


m.

* Na szczęście. Jeśli w filmach japońskich w dialogach stosowano by oryginalnie klasyczny język, a nie stylizację, trzeba by dorobić napisy z tłumaczeniem na współczesny japoński...



:: 07 marca 2013 ::


Onigawara (鬼瓦)

Wędrując po świątyniach japońskich, tych z dachami krytymi ceramiczną dachówką, warto zadrzeć głowę i spojrzeć uważnie na specyficzne dachówki, wykańczające kalenice.

Onigawara (鬼瓦), czyli "dachówki diabelskie" (od wizerunku demona), bo taką zbiorczą nazwę mają te ozdobniki, przybierają tam niezwykłe, magiczne formy:













Mój number one, to wariacja w postaci nadzwyczaj realistycznego gołębia, czyli hatogawara (鳩瓦)





Dla zainteresowanych (lub zaintrygowanych) przewodnik po tradycyjnych rodzajach dachówek oraz ciekawostki na stronie Minogawara, firmy wyrabiającej tradycyjne dachówki, używane głównie w renowacji zabytkowych dachów.


m.


:: 11 marca 2013 ::


Warsztaty sumi e w Goworowie

Weekend był deszczowy i chłodnawy, ale spędzony w doborowym towarzystwie w ciepłej atmosferze Goworowa.

Najodważniejsi z MATSUMI wybrali się na warsztaty malarstwa tuszowego sumi e prowadzone przez panią Małgorzatę Olejniczak w japonizującym pensjonacie Terra Sudeta.

Dwa dni ćwiczeń warsztatowych wypełniły nam żmudne malowanie listków i pni bambusowych oraz konarów i kwiatów śliw.






Pierwszy dzień znieśliśmy dzielnie...

W drugim zauważalne były już akty dezercji bardziej zdesperowanych własnym beztalenciem uczestników...




Mi już w pierwszym dniu zaproponowano malowanie ślimaczków na ukojenie skołatanych ćwiczeniami nerwów,




ale kulawa natura moich tworów ślimaczkopodobnych pogłębiła tylko stan kaligraficznej depresji...


Trudy wynagrodził nam japoński podwieczorek



i kolacja, na której podano futomaki, zupę miso, sałatkę z wodorostów wakame z ogórkiem, sałatę lodową z sosem matchowym i jagodami goji, jabłka z konfiturą z alg nori oraz kurczaka teriyaki.






Na kolacyjny deser mogliśmy popróbować także eksperymentalnych galaretek z wodorostami hijiki, limonką i miodem oraz sushi na słodko (z makiem, suszonymi śliwkami, orzechami lub czekoladą), przygotowywanych według receptury właścicielki pensjonatu.




Następna taka okazja w październiku.

m.


:: 19 marca 2013 ::


Yukata domowej roboty na hanami?

Jako, że jak tylko przestanie padać śnieg i drzewa się zazielenią, planowane jest hanami z prawdziwego zdarzenia, to spontanicznie szykują się warsztaty szycia yukat w naszej szkółce.

A zatem dziś kilka inspiracji kimonowo-yukatowych pod kątem odejścia od standardów. Krateczki, kropeczki, koronki i elementy europejskie.

Świetny sposób na dostosowanie raczej yukaty niż kimona (bo nie będzie trzeba wielu akcesoriów) do naszej kulturowej rzeczywistości...








A może aplikacje koronkowe?

Efekty będzie można zobaczyć już niedługo.

m.


:: 20 marca 2013 ::


Wrocławskie hanami

Paweł Musiałowski, czyli MrJedi, który wydał ostatnio książkę „Japonia oczami fana” organizuje 20 kwietnia we Wrocławiu hanami z prawdziwego japońskiego zdarzenia.


Zaprasza wszystkich uczniów MATSUMI, a także wszystkich, którym do Wrocławia blisko lub po drodze. Szczegóły tutaj.

Zaklepujemy ładną pogodę i szykujemy yukaty i benta.

m.


:: 21 marca 2013 ::


Przesadzanie na zachodni grunt

Ostatnio często w różnych rozmowach pojawia się temat przetransponowania elementów kultury japońskiej do naszej polskiej rzeczywistości. Najczęściej wnioski są raczej negatywne: wychodzi tylko nędzna imitacja...

Ale…

to nie jest tak, że się nie da...

Dzisiaj pozytywny przykład zgrabnego połączenia japoników z europejskim wystrojem wnętrz:

Contemporary Living Room by Providence Photographer CM Glover


Zwróciliście uwagę na drzeworyt wiszący na ścianie?

Eclectic Dining Room by Providence Photographer CM Glover



Traditional Bedroom by Providence Photographer CM Glover


Eclectic Dining Room by Providence Photographer CM Glover


Artykuł na temat tych wnętrz (i zewnętrz) na wnętrzarskiej stronie Houzz.

m.


:: 25 marca 2013 ::


Sento Spa

W pewnej (całkiem poważnej i wiarygodnej) gazecie czytałam o tzw. euro absurdach i, przy okazji, wyłowiłam całkiem interesującą informację dla tzw. „miłośników Japonii w Polsce”.

Jest takie luksusowe miejsce w naszym zgrzebnym kraju, które nazywa się Klekotki Sento Spa.

Na stronie tego przybytku można przeczytać takie oto zaproszenie:

"Serdecznie zapraszamy do skorzystania z oferty Klekotki Sento Spa, jedynego w Europie, tak dużego kompleksu Spa inspirowany kulturą japońskich tradycji łaziebnych."


W ramach fascynacji Japonią można wykupić pakiet zabiegów o japonizujących nazwach: Bambusowy Dotyk, Kwiat Wiśni, Energia Fuji, Bijin, Blask Amaterasu, Moc Herbaty, Energia Wschodzącego Słońca, Siła Smoka, Tajemnica Bodai, Zregenerowany Sensei...

Co "japońskiego" jest w ofercie? Między innymi: masaż kijami bambusowymi, peeling ryżowy, samurajski masaż miotełkami bambusowymi, sauna musziburo (pisownia oryginalna) i ziołowe ofuro...

I mam kłopot: bo nie wiem, czy się cieszyć, że coś takiego powstało, czy raczej martwić, bo oferta skierowana jest zapewne do tych ludzi, którzy „na weekend latają na suszi do Tokio”.

m.


:: 26 marca 2013 ::


"Wyspa Tokio"

Bardzo lubię powieści Natsuo Kirino. No, może tylko Groteska trochę mniej mi przypadła do gustu...


Tym razem byłam absolutnie zachwycona. Mimo opinii, że ta pozycja jest jak déjà vu (czy raczej, skoro jest to literatura, déjà lu), bo wszystko już gdzieś było...

A to nie o to chodzi...

Książkę Kirino należy potraktować jako przenośnię. I to zarówno literacko jak i przestrzennie. Bo to nie jest nowa wersja „Robinsona Cruzoe” czy „Władcy much”...

Dzięki przeniesieniu akcji na samotną wyspę zagubioną gdzieś na bezmiarze oceanu, autorka mogła w sposób bardziej dosadny opisać życie, zupełnie takie, jak w mieście.

„Wyspa Tokio” jest przenośnią egzystencji w wielkim mieście. Dlatego, że zachowania ludzkie opisane w naturalnym środowisku aglomeracji miejskiej nie były by tak wyraziste. Bohaterowie byliby banalni na tle wielomilionowej populacji.

A tak, każda z postaci jest reprezentantem jakiejś konstrukcji psychicznej, postawy moralnej czy zachowania. I dzięki zabiegowi przeniesienia akcji, działania, myśli czy przekonania bohaterów mogą być znacznie mocniej zarysowane.

I tak powieść, pozornie prosta, zyskuje drugie dno. Ukazuje nie tylko interesowność i brutalność stosunków międzyludzkich, ale obrazuje też mechanizmy władzy, religii, walki między płciami, rasizmu czy macierzyństwa.

Jednak autorka nie ocenia i nie moralizuje*. Naświetla tylko labirynty ludzkich myśli, które podlegają najprostszym instynktom oraz działania nimi podyktowane**.

Opowieść ta także wskazuje na cywilizację, jako czynnik otępiający i tonujący ludzkie popędy. Ale nie jako dobrodziejstwo, które nas prowadzi do harmonijnego humanitarnego społeczeństwa, tylko jako listek figowy, nędznie skrywający nasze ludzkie podłości.

Jak dla mnie, najlepsza i najpełniejsza książka tej autorki.

* Moralizowanie jest w jakiś natrętny sposób charakterystyczne dla literatury europejskiej, wyrosłej na gruncie kultury chrześcijańskiej...

** Świetna scena (bardzo przenikliwe spojrzenie autorki) zderzenia sfery sacrum Manty, który postrzega jaskinię jako świątynię i Inukichiego i Shin-chana którzy to samo miejsce potraktowali jako teren profanum, przypominający grę komputerową. (str. 211)


m.



:: 28 marca 2013 ::


Książka niepoprawna?

Rzecz, która ukazała się jakiś czas temu. Forma mnie zachwyca, bo jest to przedruk książki z 1904 roku. Mowa o „Listach z Japonii” autorstwa Rudyarda Kiplinga.


Zachwyca, bo zachowany jest oryginalny przekład na język polski z początku XX w.

Ale mam z tą książką kłopot, bo nie wiem, czy nie doceniam Kiplinga (to przecież TEN Kipling), czy go po prostu nie rozumiem...

Kipling ogląda Japonię podczas niezbyt długiej podróży (obejmującej miejsca opisane w Baedekerze*) i przez pryzmat białego kolonizatora brytyjskiego z Indii. I stąd mój kłopot, bo z jednej strony się zachwyca wszystkim, co japońskie, maleńkie, czyściutkie, a z drugiej strony nie stroni od rasistowskich (tak określilibyśmy jego słowa obecnie) uwag na temat wschodnich nacji.

A na dodatek wszystko porównuje do Indii, co dla czytelnika jest tłumaczeniem niewiadomej przez niewiadomą. Miejscami można poczuć więcej sympatii do podróżującego wraz z autorem „Profesora”, bo jego słowa na temat odmiennej kultury są nieco bardziej wyważone.

Kipling zdaje się sam gubić w swoich odczuciach, np.:
„Miałem ochotę powiedzieć mu [kupcowi]: czcigodna osobo! zanadto jesteś czysty i wykwintny dla tego świata, dom twój nie dla ludzi naszego padołu, chyba, że się nauczą wielu rzeczy, których mnie nikt nie uczył. A zatem, nienawidzę cię, bo się czuję niższym od ciebie, ty zaś gardzisz mną i mymi butami, uważasz mnie bowiem za człowieka dzikiego. Puść mnie, albo rozwalę nad głową ten drewniany dom cedrowy!”. Zamiast tego powiedziałem mu: „O, tak! Bardzo tu pięknie. Bardzo ciekawy rodzaj handlu...”
Kupiec był strasznym zdziercą; było mi gorąco i nieswojo, dopóki się stamtąd nie wydobyłem na ulicę i nie powróciłem do roli szczerego Anglika, brnącego swobodnie po błocie.” (str. 13-14)

„I tu, jak w Nagasaki, miasto przepełnione małemi dziećmi i tak, jak tam, uśmiechają się wszyscy, z wyjątkiem Chińczyków. Nie lubię Chińczyków. W rysach ich twarzy dostrzegłem coś, czego zrozumieć nie mogłem.” (str. 27)

czasami czyni porównania przyrodnicze:

„Japończycy podobni są do ptilinorynchów, ptaków australijskich. Do ozdoby swych domów zbierają wszystko: kamyki, dziwacznie wygładzone przez wodę, odłamy skały, drobne kamyki. Zmieniając mieszkanie, zabierają ze sobą cały ogród – sosny i resztę, a nowy lokator może sobie przyozdabiać grunt podług własnego gustu.” (str. 83-84)

czasami panowie dywagują na temat postępu cywilizacyjnemu, który zagraża tej arcyciekawej turystycznie krainie:

„-Daleki Wschód nie ma już duszy, bo czyż konstytucyja może wynagrodzić noszenie odzieży europejskiej? Widziałem damę japońską w tualecie wizytowej. Wyglądała okropnie. Czy widziałeś pan ostatni wyraz sztuki japońskiej – malowidła na wachlarzach i w witrynach sklepów? Jest to wierne odtworzenie zmiany sposobu życia – słupy telegraficzne, linie tramwajowe, cylindry i walizki podróżne. Artyści mogą namalować te rzeczy znośnie, ale gdy się stylizuje kostyum europejski, efekt jest okropny.
Japonia – rzekł profesor – chce zająć miejsce śród narodów cywilizowanych.
Na tem właśnie polega tragizm kwestyi. Chce mi się płakać, gdy patrzę ba ten źle skierowany wysiłek, na to gwałtowne dążenie do brzydoty dla uznania u ludzi, którzy malują na biało sufity, na szaro – kominki, a powozy – na żółto i czerwono. Mikado ubiera się w barwy niebieskie, złote i czerwone; gwardya jego nosi spodnie pomarańczowe z niebieskimi lampasami. Misyonarze amerykańscy uczą młode Japonki nosić frendzle, „frendzle fryzowane” na czole, uczą je splatania warkoczy i zawiązywania ich czerwnemi i jaskrawo-niebieskiemi wstążkami. Niemiec sprzedaje im obrzydliwe obrazi i etykiety na butelkach od piwa. „Allen and Ginter” zasypują Tokio pudełkami od tytuniu z blachy krwawo-czerwonej i zielonej. I wobec tego wszystkiego kraj chce dążyć do cywilizacyi!” (str. 148-149)

Według autora i jego towarzysza podróży Japonia to kraik maleńkich ślicznych ludzików, którzy parają się wyrabianiem maleńkich pięknych pudełeczek, puzdereczek i innych eleganckich drobiazgów, które przyjeżdżają nabywać biali, otrzaskani z cywilizacją koneserzy z Zachodu.

Panowie to podsumowują w taki sposób:
„- Ilebyśmy zyskali – mówił profesor – gdyby można ustanowić międzynarodowy protektorat nad Japonią, aby ja zabezpieczyć od groźby najazdu i zaboru, i płacić temu krajowi, ile zażąda, pod warunkiem jedynie, ze ludność będzie siedziała spokojnie i wyrabiała piękne rzeczy, podczas gdy nasi ludzie będą się uczyli, Gdybyśmy mogli całe cesarstwo japońskie włożyć pod szklany klosz i napisać na nim: „ Hors Concours”, Exhibit A.”
Hu! - mruknąłem. - A co to znaczy „my”?
No, my w ogóle, Sahibowie całego świata.” (str. 29-30)

I jakoś po lekturze tych listów nie mogę się pozbyć uczucia zażenowania... I tłumaczenie, że takie były czasy, nie pomaga...


Rudyard Kipling, Listy z Japonii, Wydawnictwo XEEIN, Kraków 2012.

* Taki ówczesny Lonely Planet
m.



::

2017
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień


RSS