:: 08 listopada 2013 ::


Pięć Smaków 2013

Właśnie trwa Festiwal Pięciu Smaków w ramach Nowych Horyzontów...

Niestety, to co japońskie pokazywane jest w Warszawie.

U nas, we Wro, wersja okrojona, a szczegóły na stronie dolnośląskiej edycji festiwalu.

m.



:: 29 sierpnia 2013 ::


Stare (dobre) kino japońskie (6)

Klasyka. Absolutna klasyka... Czyli Siedmiu samurajów Akiry Kurosawy z 1954 roku.

Do oglądania po kilka razy i zachwycania się ideałami samurajskimi, buddyjskim humanizmem i świetną, jak zwykle, grą aktorską Toshirō Mifune...







Przepięknie, niemalże poetycko kadrowane sceny. Oczywiście w bieli i czerni...







W sam raz na jesienne melancholijne wieczory.

m.


:: 05 marca 2013 ::


Szogun

Korzystając z reszty wolnego czasu z okazji końcówki zimy, odświeżyłam sobie Szoguna. Ten serial amerykański z 1980 roku wszyscy chyba znają. Oparty na powieści Jamesa Clavella jest jedną z lepszych niejapońskich produkcji o Japonii.

Kiedy oglądałam go po raz pierwszy wieki temu w polskiej telewizji byłam absolutnie zachwycona.

Po raz drugi obejrzałam go jako świeżo upieczona japonistka i czepiałam się z żarliwością neofity wszystkiego.

Teraz obejrzałam po raz trzeci i znów bardzo mi się podobał.


Mimo czasu, jaki upłynął od realizacji, ogląda się przyjemnie. Jest to serial historyczny, więc nic się nie zdezaktualizowało.

Chambarlain zagrał w tym serialu chyba swoją najlepszą rolę.
Toshiro Mifune w roli Toranagi, jak zwykle świetny. On po prostu gra, tak od niechcenia...
Aż trudno uwierzyć, że Yoko Shimada (Mariko) uczyła się swoich partii dialogowych fonetycznie na pamięć, bo nie znała japońskiego.

Świetne kostiumy i odtworzenie epoki.


Dobrym zabiegiem jest brak tłumaczenia japońskich dialogów w tle. Widz może wczuć się w sytuację Anjin sana, który ni w ząb nie rozumie japońskiego.

Świetny zabieg konstrukcyjny: każdym odcinku jest scena pokazująca dogłębnie aspekty kultury japońskiej, np.: scena ceremonii herbacianej, wizyta u kurtyzany czy próba seppuku. Choć można odnieść czasami wrażenie, że niektóre wciśnięte są trochę na siłę, to w fajny sposób zagęszczają akcję, odrywając widza od zdarzeń pierwszoplanowych.



Czego można się przyczepić? E tam, kilka anachronizmów (oklaski po występie, uwspółcześniony japoński*, itp....)

Co jest ciekawe? Bon moty, nieraz dobre, nieraz płytkie, nieraz irytujące, np.:
„Japonia jest zawsze przed nami.” (w latach 80-tych, w amerykańskim serialu, mogło to być dwuznaczne)
„Japończycy mają sześć twarzy i trzy serca.”
„W życiu nie można nikomu ufać.”...

No, i całkiem mocny obraz zapędów politycznych i ekonomicznych jezuitów na Dalekim Wschodzie.


m.

* Na szczęście. Jeśli w filmach japońskich w dialogach stosowano by oryginalnie klasyczny język, a nie stylizację, trzeba by dorobić napisy z tłumaczeniem na współczesny japoński...



:: 13 lutego 2013 ::


Memuary w szlafroku

Wyznania gejszy w reżyserii Roba Marshalla (2005 rok) obejrzałam kiedyś jednym okiem i nie zrobiły na mnie wrażenia (a tym bardziej dobrego), bo teraz prawie nie pamiętałam, że go już oglądałam...
Zdarzył mi się jednak obejrzeć jeszcze raz. Dość krytycznie.

W pierwotnej wersji (kiedy jeszcze reżyserem miał być Spielberg, w końcu tylko był producentem) konsultantką miała być Lisa Dalby. Ale, nie wyszło... Ani z reżyserem, ani ze specjalistami...

Co wyszło? Film z chińskimi aktorkami, z sinizującą muzyką i zachodnią grą aktorską w języku angielskim. Dekoracje, kostiumy, a nawet ujęcia są „orientalne”, czyli takie na siłę, jak ze sklepu z chińszczyzną. I razi wszystko: fryzury, sposób poruszania się „gejsz”, pokazowy taniec (można by go uznać złośliwie za pierwowzór butō)...





Oglądałam ten film z pewną dozą kulturowego zażenowania, nie dlatego, że wystąpił w nim Ken Watanabe (bo grał już w Ostatnim samuraju), ale że zagrał w nim Koji Yakusho (ten od Shall we dance).



Cóż, można być rzec na obronę, że powstał film bardzo internacjonalny – autor powieści Amerykanin, obsada chińsko-japońsko-koreańska, a producenci włosko-żydowscy, jednak będzie to trochę naciągane...

A szkoda, bo książka naprawdę ma potencjał.
Cóż, po prostu Hollywood...

I, przyznam, że w scenie pożaru okiyi, kiedy bohaterki się kiepsko okładają po damsku, zabrakło mi przyzwoitej sceny walki kung-fu... może wtedy zaistniałaby jakaś stylistyczna spójność...

m.



:: 08 stycznia 2013 ::


Stare (dobre) kino japońskie (5)

Robię ostatnio sobie przegląd filmów Kurosawy. To taka miłość od drugiego wejrzenia, bo kiedy je oglądałam po raz pierwszy jakieś 20 lat temu, nie zrobiły na mnie aż takiego wrażenia...

Tym razem uparłam się, że chcę zobaczyć Toshiro Mifune bez historycznego kostiumu...


Tengoku to jigoku (Niebo i piekło) z 1963 roku to film, który dziś określilibyśmy mianem „kryminalny”.

Dochodzi do porwania dziecka, ale nie, jak zaplanowano dziecka bogatego udziałowca firmy obuwniczej (Toshiro Mifune), ale przez pomyłkę syna jego kierowcy.

Toshiro Mifune w roli „zimnego” biznesmena jest świetny. Może trochę nużyć końcówka filmu, która jest zbyt umoralniająca, ale całość ogląda się w sporym napięciu.



Świetny po filmach samurajskich Kurosawy, dla zmiany smaku.

m.



:: 03 stycznia 2013 ::


Nausicaa z Doliny Wiatru

Nie jestem fanką anime...

Może dlatego, że mam swoje lata i nie zdążyłam się załapać na wysyp Dragon Balla, pokemonów, itp. w TV...?
Ale zdarza mi się czasami obejrzeć niejako „z obowiązku” co lepsze.


Hayao Miyazaki to synonim dobrych anime. Zarówno technicznie, jak i treściowo. Choć mam wrażenie, że niepokojąco wiele elementów w ukazywanych w jego historiach zaczyna się powtarzać. Ale, to jak z literaturą Harukiego Murakamiego... Pewnie trzeba to uznać za wyznacznik jego stylu.

Tym razem (znowu?) fajny przekaz o szacunku do Natury. Może trochę naiwny, ale to przecież bajka...
Ogląda się przyjemnie, ale, ponieważ zakończenie jest przewidywalne, to końcówka może lekko nużyć....

m.


:: 10 grudnia 2012 ::


Stare (dobre) kino japońskie (4)

Rashōmon to nieśmiertelny film Akiry Kurosawy z 1950 roku. Jest tak znany, że w zasadzie nie trzeba o nim pisać....

Film popularny za Zachodzie, co zrobiony, co by nie mówić na modłę zachodnią, czyli z zastosowaniem zachodniej techniki gry aktorskiej.


Film jest czarno-biały, co obecnie dodaje mu tylko głębi i wyrazistości. Przywodzi na myśl obrazy malowane tuszem.


Jedna historia i kilka wersji wydarzeń naocznych świadków... Jak karciana rozgrywka...

Kobieta gra kartą urażonej kobiecej dumy, słabości niewieściej, nieporadności z odcieniem głupoty („Co powinnam zrobić?”)...


Bandyta Tajomaru gra kartą straceńca... (budzi jednak najwięcej sympatii widza, ze względu na bezpretensjonalność i pewnego rodzaju czystość intencji)


Zamordowany mąż gra kartą pragnącego współczucia i zemsty zdradzonego męża...


A prawda leży gdzieś pośrodku...

Film o moralności, o kłamstwie, o przewrotności i słabości ludzkiej natury. I wciąż aktualny...

m.



:: 04 grudnia 2012 ::


Stare (dobre) kino japońskie (3)

Późna jesień (Akibiyori) Yasujirō Ozu z 1960 roku to film w sam raz na zimowe późne popołudnie. Scenariusz bazuje na powieści Satomi Ton, a traktuje o staraniach trzech przyjaciół o wydanie za mąż córki, a przy okazji i jej matki-wdowy po zmarłym przyjacielu.

Film wielowątkowy, bo wyraźnie też narysowana jest przepaść między pokoleniami, więź między matką i córką, a także (wątek najciekawszy, moim zdaniem) społeczna manipulacja dla „dobra jednostki”.


Świetnie odbiera się w naszych czasach realia początku lat 60-tych. Zdają się być sztuczną dekoracją teatralną. A Tokio (oprócz Wieży Tokijskiej) wprost nie do poznania...




Obraz traktuje też o wolności kobiet w nowym pokoleniu (powojennym), ale zakończenie w przewrotny sposób pokazuje, że to nie one są jednak wolne, ale ich matki...

Więcej informacji na oficjalnej stronie Ozu. Stamtąd tez pochodzą zapożyczone zdjęcia.

m.


:: 19 listopada 2012 ::


Stare (dobre) kino japońskie (2)

Tampopo (Dmuchawiec) to przewrotny film z roku 1985 w reżyserii Jūzō Itami. Czyli nie taki znów stary...

Przewrotny, bo żartobliwie żongluje konwencjami (western, romans, film o mafii, kino w kinie, z dodatkiem różowych scen) w kontekście jedzenia.

Film o miłości i szacunku do jedzenia, ale także o nieposkromionej japońskiej skłonności do jedzenia.



Ale jest to także film o osiąganiu celu, doskonaleniu się i pomaganiu innym. I o przełamywaniu tabu i przekraczaniu granic społecznych.



Lekki i przyjemny, a jednak pouczający. I nie tylko w temacie, jak poprawnie jeść rāmen.

No, i koniecznie trzeba zobaczyć (moją ulubioną) absurdalną scenę pierwszej pomocy w przypadku zadławienia:


m.


:: 19 października 2012 ::


Festiwal Pięciu Smaków

Korzystając z Gutkowego dobrodziejstwa we Wrocławiu, warto zaplanować sobie także zaprzyszły weekend w kinie. Od 27 do 30 października będzie miała bowiem miejsce projekcja filmów azjatyckich z krajów nieco bardziej egzotycznych niż Japonia czy Korea.


Będzie oczywiście i film japoński (Tokyo Playboy Club), ale warto wybrać się też na filmy malezyjskie (Seru, Bunohan, Songlap) czy tajski Ladda Land i filipiński Kobieta w szambie, bo to rzadkość...

Szczegółowe informacje na stronie Helios Nowe Horyzonty.

m.


:: 11 października 2012 ::


Festiwal Filmów Koreańskich

Troszkę poza Japonią, ale warto się wybrać...

W Heliosie Nowe Horyzonty w dniach 19 - 25 października 2012 odbędą się pokazy filmów nie tylko najbardziej chyba znanego reżysera Kim Ki-duka, ale też innych twórców.

Więcej informacji i lista filmów na stronie kina.

m.


:: 24 września 2012 ::


Stare (dobre) kino japońskie (1)

Dryfujące trzciny to film Yasujiro Ozu z 1959 roku.

Aż trudno uwierzyć, że to ta sama Japonia... Film o sprawach wydawałby się drobnych. Mało znaczących, ulotnych... Jednak potrafiących całkowicie wytrącić z obranego toru życia...



Film subtelny i oszczędny w środkach wyrazu. Aktorstwo trochę drewniane, jakby reżyser nie mógł się zdecydować, czy aktorzy mają grać zgodnie z technikami tradycyjnego teatru, czy już prawie po europejski, co tylko dodaje narracji uroku.


Trudno co prawda obejrzeć ten film za jednym zamachem, ale myślę że to kwestia oswojenia się z powolnym sposobem snucia historii, charakterystycznym dla filmów japońskich z lat 50-tych i 60-ych. Warto go jednak spróbować obejrzeć jako odtrutkę na zachałamione i wysoce przetworzone technologicznie filmy z naszych czasów...

Więcej o filmach Ozu na bardzo dobrej stronie poświęconej jego twórczości.

Zdjęcia zaczerpnięte z tej właśnie strony.
m.



:: 27 sierpnia 2012 ::


Jin

Dzisiaj o dramie ale pod kątem wskazówek historycznych co do kultury materialnej epoki Edo. Jin to drama, którą zaczęłam oglądać w Kurisumasu na Shikoku w ramach jakiejś powtórki na lokalnym kanale... Scenariusz prościutki: lekarz przenosi się w czasie i wpada (dosłownie) w rok 1862. Oczywiście dramatycznie pragnie powrócić, ale przy okazji leczy ludzi z otoczenia. Drama przyjemna do oglądania.

Ale to, co mnie zauroczyło całkowicie to ukazanie (odtworzenie) epoki. Miasto podrasowane komputerowo i bardzo skrzętne dekoracje i kostiumy. I właśnie to skusiło mnie do obejrzenia całej dramy po powrocie...

















m.


:: 21 sierpnia 2012 ::


Nastazja

Przy okazji rozmów na temat ról żeńskich granych przez aktorów płci męskiej i zwodniczej urody aktorów dram wypłynął temat „Nastazji”, czyli adaptacji filmowej w „Idioty” Dostojewskiego w reżyserii Andrzeja Wajdy z roku 1994.

Film ciekawy, bo zarówno rolę Myszkina jak i tytułowej Nastazji gra Tamasaburō Bandō, czyli aktor (płci męskiej) teatru kabuki.

Dla zainteresowanych do obejrzenia tu i tylko tu (niestety)...

m.


:: 30 lipca 2012 ::


Katto i Noroi (T-Mobile Nowe Horyzonty)

Nie wiem, czy to przemyślany układ, czy tylko czysty przypadek, czy może moje subiektywne odczucie, ale kolejne filmy z japońskiej części festiwalu były coraz lepsze...

Cut, czyli „Cięcie” to film zrobiony w obronie dobrego kina. Ciekawe połączenie otaku dobrych filmów musi spłacić dług brata (zaciągnięty zresztą w zelach filmowych). Spłaca go w bardzo nietypowy i być może szokujący sposób: daje się bić. Za każdy cios kasuje pieniądze.

Scenariusz prosty... Ale jest wyścig z czasem, jest yakuza, są też i dobre charaktery w szeregach mafii... Zakończenie ironiczne: spłacił dług w terminie, zyskał szacunek mafii i propozycję pracy. A on? Poprosił... o pożyczkę na film.

Można by obejrzeć ten film jako kolejną ciekawostkę filmową z Japonii, gdyby nie drugie dno... Przemysł filmowy w Japonii jest w rękach yakuzy...

*Cut reżyseria Amir Naderi, 2011.

Noroi czyli „Klątwa” sugerowało kolejny japoński horror w granicach klasyki gatunku. A tymczasem mamy do czynienia z prześmiewczym obrazem współczesnego show-businessu i pogonią za tanią sensacją... Do czasu...

W pewnym momencie okazuje się, że czai się zło. I to prawdziwe... Film z 2003 roku pokazuje (trochę jak w książce pt.: Ring) zdesakralizowaną aglomerację i ludzi, którzy odeszli od dawnych shintoistycznych wierzeń. I te dwa aspekty: urbanizacja (w tym przypadku budowa tamy) i ludzki pęd do konsumpcji i taniej rozrywki wytworzyły lukę, którą zajmuje Kugitaba, czyli wcielone zło.

Film z elementami komediowymi, zrobiony w formie dokumentu autorstwa dziennikarza od zjawisk paranormalnych, z jednej strony ośmiesza współczesną cywilizację, z drugiej strony jednak daje do zrozumienia, że zanik świata sakralnego zaburzyło równowagę i zło wyrwało się na wolność...

Temat banalny, ale ogląda się z zainteresowaniem.

*Noroi, reżyseria Kōji Shiraishi, 2005.

m.


:: 27 lipca 2012 ::


Hanezu no tsuki (T-Mobile Nowe Horyzonty)

Temat stary jak świat, a jego głębia na poziomie dram... Dwóch mężczyzn kocha jedną kobietę. Ale dzięki oszczędności dialogów (naprawdę ograniczone do minimum) i powściągliwej grze aktorskiej ładnie poprowadzony. Nastrojowy? Nie... Ale melancholijny.

W tle przepiękne landszafciki z japońskiej wsi w okolicach Nary.

Dość prosta i sztampowa symbolika ptaków: jaskółki na wolności lepią gniazdo i mają młode i kanarek zadbany, ale w klatce...

Do tego motyw powtarzającej się przeszłości w postaci historii miłosnej dziadka bohatera (który na dodatek obecny jest jako duch) i poprowadzenie akcji równolegle. Proste, ale urocze...

A do tego (i to nie przemówiło do mnie za bardzo) wykopaliska archeologiczne na terenie dawnej stolicy Fujiwara... Dla mnie bomba, bo chciałabym to na żywo zobaczyć, ale w treść filmu wkomponowane trochę na siłę. Choć na końcu jest podane ładne wyjaśnienie, że cały ten film jest dedykowany duchom przeszłości...

Przyjemny w odbiorze.

Hanezu no tsuki, reżyseria Naomi Kawase, 2011 rok.

m.


:: 25 lipca 2012 ::


Kuichisan (T-Mobile Nowe Horyzonty)

Pobiegłam na poranny seans. I...
pierwsza połowa filmu mnie okrutnie zmęczyła. Przemieszanie technik (z ręki, czarno białe, zgrzytliwe zbliżenia...) i brak spójnej linii przewodniej nie pomogło. W połowie wydawało mi się, że załapałam mniej więcej, o co chodzi... Hmm, że to taki niby dokument. Ale potem była powtórka z zabałaganienia...

Ittai, dō iu koto?!

Poległam. Potem poczytałam sobie o filmie mądre rzeczy:

„Based in the forgotten, cross-cultured town of Koza, in Okinawa, Japan, this film follows a 10 year-old boy who looks like a monk and drifts amidst his own beliefs. As he searches for an outlet for his spirituality, he encounters the magical force of Nature and the history behind the creation of a place that is not quite American yet not Japanese. The boy, who seems to live on the outskirts of an already outsider society, likes to get a cola float and watch the American soldiers get their tacos at the tacos stand. People around the town prepare for summertime festivals, welcoming ancestors and ghosts. A gang of abandoned children, barefoot and homeless, wreaks havoc amid the ruins of the once prosperous city. As reality seems to melt and drift, the boy sips his cola float and waits for the end of the world.”*


Cóż, najwyraźniej nie załapałam. Chyba, że Maiko Endo się trochę zapędziła w artystycznym zamierzeniu...

Ale warto było obejrzeć, choćby ze względu na Okinawę. Szczególnie, jeśli hasło „Okinawa” kojarzy się tylko z rajskimi zdjęciami z folderów... W filmie widać Okinawę (a to znaczy, że też Japonię) biedną, brzydką i mało japońską...

* cytat ze strony Cinereach.

m.


:: 19 lipca 2012 ::


Filmy

Ostatnio grupa początkująca zapytała mnie, od jakich filmów zacząć się zagłębiać w temat „Japonia”...

Trudno zrobić listę na początek, która zadowoli wszystkich, więc pi razy oko, mieszanka bardziej znanych pozycji, które warto (z rożnych względów) obejrzeć na dobry początek (kolejność wg czasu produkcji):


„Rashōmon”, reż. Akira Kurosawa 1950 r.

„Siedmiu samurajów” (Shichinin no samurai), reż. Akira Kurosawa, 1954.

„Tron we krwi” (Kumonosu jō), reż. Akira Kurosawa, 1957 r.

„Kobieta z wydm” (Suna no onna), reż. Hiroshi Teshigahara, 1964 r.

„Sans soleil”, reż. Chris Marker, 1983 r.

„Dmuchawiec” (Tampopo), reż. Jūzo Itami, 1985 r.

„Sierpniowa rapsodia” (Hachigatsu no kyōshikyoku ), reż. Akira Kurosawa, 1991 r.

„Hanabi”, reż. Takeshi Kitano, 1997 r.

„Doktor Akagi” (Kanzō sensei), reż. Shōhei Imamura, 1998 r.

„Brother”, reż. Takeshi Kitano, 2000 r.

„Ciepła woda pod czerwonym mostem” (Akai hashi no shita no nurui mizu), reż. Shōhei Imamura, 2001 r.

Lalki” (Doruzu), reż. Takeshi Kitano, 2002 r.

„Między słowami” (Lost in Translation), reż. Sofiia Coppola, 2003 r.

no i koniecznie serial „Szogun” (Shōgun), reż Jerry London, 1980 r.


Dorzućcie coś, to zrobimy pełną listę „filmów obowiązujących”...

m.



:: 02 lipca 2012 ::


Nowe Horyzonty 2012

Jak co roku w porze letniej polecamy filmy japońskie pokazywane w ramach festiwalu Nowe Horyzonty.

W tym roku do obejrzenia:

„CUT” w reżyserii Amir Naderi

„Hanezu no tsuki” w reżyserii Naomi Kawase

„Noroi” („Klątwa”) autorstwa Kôji Shiraishi

„Kuichisan” w reżyserii Maiko Endo

Szczegółowe informacje na stronie festiwalu.

m.


:: 28 maja 2012 ::


Dwa filmy dokumentalne

Ostatnio obejrzałam 2 filmy dokumentalne z Japonią w tle.


Pierwszy w ramach Planet+ Doc Film Festival zatytułowany „Wodne dzieci” autorstwa Aliony van der Horst.



Zrobiony z bardzo osobistej perspektywy, pełen wynurzeń o niespełnionym macierzyństwie. Bardzo miejscami nużący i jednostronny, bo zabrakło w nim choć małej wzmianki o „prawdziwych” „wodnych dzieciach”, czyli o kwestii aborcji.

Drugi film, który obejrzałam wczoraj przy prawie pustej sali w komercyjnym kinie to „Jirō śni o sushi” Davida Gelba. Jest to bardzo obiektywny dokument o Jirō Ono, 85 letnim mistrzu sushi i jego życiu podporządkowanym sushi i restauracji.



Film bardzo dobry. Mimo że zrobiony przez reżysera z zachodniego kręgu kultury, we wspaniały i nienarzucający się sposób ukazuje sposób myślenia – ba, nawet filozofię tytułowego Jirō.

Warto obejrzeć nie tylko dla, pięknych i (użyję tu oklepanego określenia) poetyckich obrazów sushi, na które nigdy nie będzie nas stać*, ale ze względu na słowa...

Mistrz Ono mówi bardzo mądre rzeczy o konsekwencji w postępowaniu, odpowiedzialności, podejmowaniu decyzji, perfekcji i pasji... I to w sposób naturalny, kompletnie pozbawiony zadufania czy pychy**, mimo że jego restauracyjka (która mieści tylko 9 gości) otrzymała trzy gwiazdki Michelina.

Film, który pięknie opowiada o szczerości wobec siebie, dyscyplinie i rzeczach ważniejszych niż pieniądze.

Koniecznie trzeba zobaczyć.
Ja wybieram się jeszcze raz.

m.

* i dobrze, bo nie umielibyśmy go docenić.
** mistrz ma niesamowite poczucie humoru i dystans wobec siebie.



Starsze wpisy ::

2017
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień


RSS