:: 17 czerwca 2014 ::


Okiem antropologa

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagielońskiego wydaje w serii Ex Oriente książki poświęcone tematom japońskim. Większość z nich, niestety jest trudna do przebrnięcia, bo albo napisana sztywnym akademickim językiem („Poskromienie samurajów”), albo w ogóle nudna („Historia Japonii”).
dlatego też długo się ociągałam z czytaniem kolejnej pozycji...



Opracowanie Joy Hendry „Japończycy. Kultura i społeczeństwo” okazało się jednak lekturą bardzo przyjemną i inspirującą. Książka napisana jest pięknym i wartkim językiem popularno-naukowym (z niezłym tłumaczeniem na polski, choć nie obyło się bez kilku ciekawych potknięć) i obfituje w szalenie ciekawe informacje na temat różnych aspektów życia społecznego, rodzinnego, edukacyjnego, religijnego, publicznego i prywatnego współczesnych Japończyków. Autorka przytacza także wyniki nowych (lata 2010-2013) badań i podaje doskonałą bibliografię.

Opracowanie to skierowane jest do szerokiego odbiorcy, zatem zarówno osoby, które dopiero wchodzą w tematy japonistyczne, jak i starzy wyjadacze, którzy już „wiedzą wszystko” na temat Japonii, znajdą coś ciekawego i … nowego.

Joy Hendry, „Japończycy. Kultura i społeczeństwo”, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2013.

m.


:: 25 marca 2014 ::


25-lecie japonistyki w Krakowie

Z okazji okrągłego jubileuszu 25 działalności Japonistyki na UJ ukazała się książka dedykowana profesorowi Mikołajowi Melanowiczowi.



Zebrano w niej 21 artykułów autorstwa współpracowników profesora oraz jego studentów, których prac naukowych jest promotorem.

Tematyka bardzo zróżnicowana: zarówno gramatyka, jak i teatr i literatura...

Ja osobiście cieszę się bardzo, że mogłam mieć malutki wkład w tę pozycję w postaci artykułu o aware.

A przy okazji uświadomiłam sobie, jak szybko płynie czas... 20 lat temu byłam świeżo upieczoną studentką krakowskiej japonistyki...

Inishie manabi aratashiki manabi. Studia japonistyczne dedykowane Mikołajowi Melanowiczowi, red. naukowa Romuald Huszcza, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2013.

m


:: 17 marca 2014 ::


Słońce jeszcze nie wzeszło

Nareszcie ukazała się na rynku wydawniczym książka (japonistyczna) z prawdziwego zdarzenia.... Niewielka, ale bardzo rzetelnie i profesjonalnie napisana.



Piotr Bernardyn w przystępny, ale bardzo dokładny sposób opisuje trzęsienie ziemi z 11 marca 2010 roku i jego skutki z pozycji nie tylko dziennikarza, ale i obserwatora, który w przedstawianych wydarzeniach bierze udział.

Autor pisze też o ciemnej stronie Japonii – o polityce i zamiataniu ważkich społecznie spraw pod dywan.

Pozycja obowiązkowa, niezależnie od tego, czy się jest „za” czy „przeciw” energii atomowej.


Piotr Bernardyn, Słońce jeszcze nie wzeszło. Tsunami. Fukushima, Wydawnictwo Helion, Gliwice 2014.


m.


:: 11 marca 2014 ::


Discovering New Things to Cook, Make and Do

Ponad miesiąc trwało, zanim dostałam w swoje ręce coś, o czym pisała Tigra, a mianowicie magazyn Kinfolk w całości poświęcony Japonii.



Magazyn jest jak najbardziej life stylowy, co miało mnie z założenia zrazić, a jednak nie udało się...

Bo okazało się, że jest to absolutnie świetna rzecz, pokazująca, że można przedstawić tematy już oklepane (sakura, wasabi, herbata, itd...) w sposób świeży i zachwycający.

Po pierwsze: króciutkie ulotne w formie, choć dopracowane eseje.
Po drugie: świetne zdjęcia.
Po trzecie: papier i forma.
Po czwarte: większość osób i miejsc przedstawionych w artykułach istnieje sobie poza Japonią. Co wcale nie umniejsza wartości poznawczej magazynu, a wręcz przeciwnie, udowadnia, że okruchy, jeśli nie spore kawałki Japonii można odnaleźć też poza Krajem Kwitnącej Wiśni. Kinfolk pokazuje, że Japonia jest w ludziach i w tym, co robią, a nie w lokalizacji geograficznej...

Magazyn bardzo inspirujący...od razu chce się pichcić lub zmieniać estetykę swojego otoczenia czy życia codziennego.

Słabym punktem, jak zwykle, jest cena: 35 czy 39 dolarów z przesyłką... Choć jest absolutnie wart swojej ceny.


m.


:: 27 stycznia 2014 ::


Japoński Blondynki

Pani Pawlikowska (podróżniczka-celebrytka) wydała całą serię rozmówek na wypadek podroży po różnych krajach. Pokusiła się także o wersję japońską:




Rozmówki, jak rozmówki. W wstępie jest wyraźnie napisane „Jest to kurs rozmawiania w języku obcym, a dalej „[...] to kurs nauki języków obcych oparty o zupełnie nową metodę nauczania. Powstała ona w oparciu o moje doświadczenie w nauce języków obcych. Bo pewnego dnia zorientowałam się, że języka obcego można nauczyć się na zasadzie logicznej układanki.”(str. 5)

{moje natychmiastowe pytanie: jakiej?}

W wyjaśnieniach autorki, niestety pojawia się pewna niekonsekwencja: z jednej strony „zero gramatyki”, z drugiej ta wspomniana logika to „Nauczenie się na pamięć przykładowych konstrukcji oraz ich składowych elementów, pozwala na budowanie nowych zdań i wyrażeń, a więc poprawne* posługiwanie się obcym językiem.” (str. 5). Czyli mam rozumieć, że „przykładowe konstrukcje” nie mają nic do czynienia z gramatyką? A w takim razie po co na końcu książki zamieszczony został „Niezbędnik gramatyczny” (który osobie kompletnie nieobeznanej z japońskim raczej naukę utrudni niż ułatwi...)?

{*wytłuszczenie moje}

Ale nie tego się chcę przyczepić...

Rozmówki japońskie to kontynuacja serii... I to widać, że produkowanej z matrycy.
Bo, może w przypadku innych języków z innych rejonów kulturowych pytania typu:

„Czy pani mówi po portugalsku/ niderlandzku?”
„Proszę to powiedzieć po norwesku”
„Mój hotel jest przy ulicy Cervantesa”
„Mogę zapłacić 20 Euro”
„Poproszę zimną wodę z gazem”
„Chciałbym trochę szynki serrano”
„Ten pokój nie ma elektryczności, więc chciałbym inny pokój”
„Poproszę bilet sypialny do Nowego Jorku/ Sewilli”
„W moim kraju mamy religię, która nie pozwala jeść mięsa ze szczura”
„Jesteś kibicem Realu czy Atletico” (po pytaniu, czy ktoś jest z Madrytu...)
„Jak się nazywa po portugalsku takie duże pomarańczowe warzywo?”, itd...

sprawdzają się być może, ale już w Japonii (co trzeba z przykrością niektórym uświadomić), kompletnie nie...

Oczywiście wersji japońskiej nie napisała autorka. Zrobiło to Quendi (biuro, które nawet nie ma jeszcze przyzwoitej strony internetowej) i zrobiło swoją robotę poprawnie (wersji japońskiej językowo, nie można nic zarzucić) i przełożyło wszystko dosłownie (pewnie tłumacz zaśmiewał się przy tym do łez), więc teraz korzystając z książeczki dla podróżników można ładnie po japońsku powiedzieć „Deszcz jest fajny. A ty nie jesteś z cukru” (Ame wa suteki desu yo. Anata wa satō de dekite iru wake ja arimasen). Tyle, że ze świecą szukać Japończyka, który zrozumie treść tego idiomatycznego wyrażenia...

I, może gdyby pani Pawlikowska zechciała jednak pouczyć się nieco bardziej tradycyjnymi metodami japońskiego, nie sygnowałaby nazwiskiem rozmówek kompletnie nieprzydatnych i nieprzystających do kultury japońskiej. Owszem, jeśli jest specjalistką od krajów południowo- amerykańskich, to pewnie mogła się pokusić o zgodę na przełożenie po prostu z hiszpańskiego na portugalski, bez kolosalnych kulturowych lub geograficznych wpadek. Ale, litości, wbijanie komuś do głowy, że w Japonii można pytać o ulice Cervantesa i ceny w Euro, jest już podróżniczym brakiem profesjonalizmu.

I może wtedy też przejrzałaby tekst przed wydaniem i dostrzegła, że według jej „logicznej metody nauczania” podawanie do frazy „byłem” trzech form: deshita, imashita, arimashita, czy do formy czasu przyszłego „będę” dwóch: desu, deshō, a zaraz potem zdania „będę w Barcelonie” „Baruserona ni imasu”, dla osoby, która japońskiego się porządnie uczy/ła po prostu się to logicznej kupy nie trzyma...

Droga „autorko”,
japońskiego nie da się „nauczyć instynktownie – najpierw zapamiętać dane wyrażenia i zdania poprzez systematyczne powtarzanie ich na głos, a potem z zasadą logiki (sic!) budować z nich własne przykłady.”

Żeby nauczyć się japońskiego w stopniu umożliwiającym rozmowy, trzeba poznać przynajmniej podstawy gramatyki (bo warto wiedzieć, że jest to język aglutynacyjny z odmienną od naszej składnią), trzeba wkuć pewną ilość słówek i poznać „odmianę” czasowników. Co więcej, trzeba mieć świadomość odmienności kultury i trzeba myśleć...

m.



:: 27 grudnia 2013 ::


Bouvierowskie omote i ura

Korzystając ze świątecznego luzu, ponownie przeczytałam dwie książki Nicolasa Bouviera o Japonii.

Kronika japońska (to omote, czyli wierzch, prawa strona)



zawiera przemieszane zapiski z lat 1955, 1964-1977. Nie szkodzi, że przemieszane, ponieważ jest to zbiór eseików na temat historii, kultury i japońskiej przeszłości. Czyta się wybornie, choć tematyka dla współczesnego odbiorcy może być już oklepana.

Autor Japonią zachwycony pokazuje Japonię piękną, a ludzi urokliwych.

Pustka i pełnia to ura (spód, druga strona medalu).



To także zapiski z mniej więcej tego samego okresu (z lat 1964-1970). Lecz tu jawi się całkiem inny kraj: zapyziały, brudny, ksenofobiczny i z brzydkimi ludźmi na dodatek (głównie niekształtnymi kobietami).

I tak jak za pierwszym czytaniem, jestem w rozterce...

Podejrzewam, że pierwsza książka to teksty pisane na zamówienie do publikacji. Druga, to prywatne zapiski (o egzemie, o ciąży żony i własnej obcości na japońskim gruncie) opublikowane w 2004 roku już po śmierci autora...

Pierwsza książka jest świetna. Druga irytująca.
Pierwsza daje złudzenie, że autor świetnie zna kulturę, o której pisze. Druga, natomiast to złudzenie odbiera...

I może dlatego warto jednak przeczytać obie. Bo to są jednak dwie strony tego samego medalu.


Nicolas Bouvier, Kronika japońska, Noir Sur Blanc, Warszawa 2001.
Nicolas Bouvier, Pustka i pełnia, Noir Sur Blanc, Warszawa 2005.

m.


:: 18 listopada 2013 ::


O Japonii z innej perspektywy

O ekonomii japońskiej mówiło się z zachwytem do pierwszego kryzysu azjatyckiego w 1997 roku. Potem jeszcze, szczególnie w zarządzaniu, na topie były hasła takie jak: kaizen, 5S (seiri, seiton, seisō, seiketsu oraz shitsuke ) czy system kanban.

A potem przyszedł drugi kryzys w 2008 roku i spowolnienie gospodarcze, o którym się już mówi i pisze ze znacznie mniejszym entuzjazmem...

Kto ma ochotę podrążyć temat protekcjonizmu i polityki przemysłowej oraz deflacji, finansowania R&D, czy wynagrodzenia dyrektorów generalnych w Japonii (w porównaniu do innych krajów), do poczytania:



Ha-Joon Chang, 23 rzeczy, których nie mówią ci o kapitalizmie, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2013.

I nie tylko o Japonii... I nie tylko dla specjalistów...

m.


:: 05 listopada 2013 ::


Nowości z WUW

Do poczytania na deszczowy listopad...
Książki może melancholijne, może smutne, może i nawet feministyczne...




Lata mroku Sawako Ariysohi to opowieść o starości, niedołężnieniu i problemie starzenia się społeczeństwa. Mimo że została wydana w 1972 roku, nadal, a może tym bardziej, bo zjawisko kōreika, czyli starzejącego się społeczeństwa (skrót od kōreika shakai 高齢化社会) z upływem czasu i postępem cywilizacyjnym tylko się pogłębia...

Powieść o uciążliwości, nieporadności, ale też o miłości, człowieczeństwie, choć też jednak o neurotycznym poczuciu obowiązku...

Druga książka też o kobiecej naturze



Onnazaka. Droga kobiety to opowieść z echem feudalizmu i neokonfucjanizmu w tle. Japonia już niemalże nowoczesna (akcja dzieje się w epoce Meiji 1868-1912), ale kobiety wciąż są uwikłane w tradycyjne zależności społeczne...

To smutna historia głównej żony, której mąż zleca znalezienie mu odpowiedniej kochanki... Historia, która szczegółowo pokazuje sytuację kobiet uzależnionych od losu i pozycji materialnej.

*
Sawako Ariyoshi, Lata mroku, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2013, przekład Agnieszka Kozyra.

Fumiko Enchi, Onnazaka. Droga kobiety, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2013, przekład Iwona Kordzińska-Nawrocka.


m.



:: 28 października 2013 ::


Smaczki Edo

Jakiś czas temu ukazał się przekład powieści Ihary Saikaku Żywot kobiety swawolnej.



Jest to pozycja bardzo ładnie przełożona z klasycznego japońskiego przez dr hab. Iwonę Kordzińską-Nawrocką , ukazująca życie uczuciowe i erotyczne w epoce Edo.

Ihara Saikaku opisał w niej różne historii miłosne opowiadane przez starą mniszkę, podkreślając zarówno zniewalającą siłę, jak i ulotność miłosnych uniesień. Autor podaje nam nie tylko szczegółowy opis światka i półświatka, ale także obnaża słabe strony ludzkiej natury. I to zarówno kobiecej jak i męskiej...

Nieco wcześniej ukazała się też monografia poświęcona kulturze mieszczańskiej opisanej przez Iharę Saikaku autorstwa tłumaczki.



Jest to dokładna analiza świata mieszczan epoki Edo, skupiająca się szczególnie na trzech aspektach: kulturze pieniądza, kulturze miłości oraz kulturze zabawy. Świetna książka dla tych, którzy lubią smaczki kulturowe...

Niestety, pozycji tej trzeba szukać w bibliotekach, bo nakład jest już wyczerpany...


Ihara Saikaku, Żywot kobiety swawolnej, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Waszawa, 2011.
Iwona Kordzińska-Nawrocka, Ulotny świat ukiyo. Obraz kultury mieszczańskiej w twórczości Ihary Saikaku, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2010.

m.


:: 26 września 2013 ::


Słowniki ilustrowane

Nie jestem wielką fanką słowników obrazkowych, ale dzisiaj o dwóch pozycjach tego typu przydatnych w nauce japońskiego...

„Stary, ale jary” słownik oksfordzki:



Graficznie już niemodny (szata z 1979 roku, z czasów pierwszego wydania),



ale niesamowicie szczegółowy i przydatny w sytuacjach technicznych. Zawiera rysunkowe przedstawienia masy przedmiotów specjalistycznych rozłożonych na elementy pierwsze o nazwach, jakich nawet nie zna się we własnym języku...

Przydatny przy tłumaczeniach technicznych i specjalistycznych pod warunkiem, że nieźle zna się japoński, bo brak w nim furigany (zapis tylko w kanji/ hiraganie/ katakanie) czy transkrypcji.

Drugi słownik, znacznie bardziej przyjazny, ale też lżejszy w treści. Za to dealny dla początkujących.



Kolorowy, z zapisem japońskim i w transkrypcji. Dobry na co dzień lub do wyrywkowego uczenia się tematycznych grup słówek potrzebnych do życia codziennego...



* The Oxford-Duden Pictorial Japanese And English Dictionary, Oxford University Press 1995.
**Visual Japanese English Bilingual Dictionary, DK 2011.

m.


:: 12 września 2013 ::


Made in Japan

Książka, na którą czekałam z niecierpliwością przemieszaną z niepokojem...
Tak bardzo chciałam, żeby okazała się lepsza od Tatami i kontra krzesła...



Czy jest lepsza?
Jest inna. I faktycznie lepsza, bo bardziej dojrzała w stylu i w tematyce. I czyta się ją gładko i szybko (swoją drogą miałam nadzieję na książkę o nieco większej objętości).

Zastanawiam się, czy autor świadomie tytułem odnosi się do opracowania Mority Akio* o tym samym tytule, czy jest to zwykły przypadek...?

Nowa książka jest „mieszanką firmową” krótkich tekstów (prawie esejów) o współczesnej Japonii. Tematem przewodnim miały być zmiany post-fukushimowe, ale w wielu przypadkach ten ton przewodni zanika i opisywane zjawiska pojawiają się w lekkim niepowiązaniu. Jakby na siłę.

Całość ma stworzyć obraz-coś w rodzaju mapy, nowo rodzącej się mentalności współczesnych Japończyków. I ten cel autor prawie osiąga. Prawie, bo opisując zjawiska technologiczne, co jest całkiem ciekawe nawet dla technologicznych laików, nie zagłębia się przy tym zbytnio w zmiany społeczne czy psychologiczne.

Zamyka swoje opowieści lakonicznymi stwierdzeniami typu: „Na szczęście nie doszło do tragedii, ale japońskie linie lotnicze muszą czekać na lepszy czas.” (str.37), albo „Serwisy społecznościowe bazujące na awatarach są wykorzystywane do umawiania spotkań sponsorowanych (tzw. enjo kosai, prawdziwej plagi japońskiego społeczeństwa. Podobnie jak przez Gree czy Mixi, łatwiej umówić się na takich portalach an zbiorowe samobójstwo-kolejny problem współczesnej Japonii.” (str. 53).

Świetnie, że na naszym rynku wydawniczym zaczynają się pojawiać książki inne niż „pojechałem, zobaczyłem, opisałem”. Książki, które pretendują do miana prawdziwie „japonistycznych”.

W Made in Japan przebija jeszcze nuta dziennikarska, ale w drugiej warstwie jest już solidna podbudowa popularno-naukowa.

A zatem, już czekam na trzecią książkę. Tę bardziej japonistyczną niż dziennikarską. Tę jeszcze lepszą...

Rafał Tomański, Made in Japan, Helion, Gliwice 2013.

* Morita Akio, Made in Japan, Signet, New York 1986.
m.

P.S.
Drażni mnie tylko szata graficzna. Niby ładna, ale trochę na siłę „japonizująca” (trochę jakby na zasadzie: „tu rzucimy gałązkę, a tu jest jeszcze trochę pusto, więc...”).

I jeszcze, jak w kilku ostatnio wydanych książkach o Japonii, zdjęcia tematycznie ni z gruszki ni z pietruszki (a z internetu), byle by okrasić tekst...


:: 27 sierpnia 2013 ::


Nie tylko dla specjalistów

Idąc za ciosem (po ostatnim wpisie), oto kolejna monografia (czyli „książka idealna”)...



Nie tylko dla zainteresowanych ceremonią herbacianą...

Bardzo szczegółowy przegląd przez rozwój tradycji herbacianej od Chin aż po Japonię, z historią, sposobami patrzenia oraz zmieniającymi się wynalazkami ceramicznymi do parzenie i serwowania naparu z rośliny o fachowej nazwie Camelia sinensis.

Książka obfituje w zdjęcia rzadkiej ceramiki.

Szczególnie polecam druga część opracowania, czyli historię herbaty w Japonii i opis rozwoju ceremonii herbacianej na archipelagu.


Przemysław Trzeciak, Powieki Bodhidharmy. Sztuka herbaty dawnych Chin i Japonii, Pracownia Wydawnicza, Zalesie Górne 2009.

m.


:: 01 sierpnia 2013 ::


Sushi i cała reszta

Kolejna książka z weekendowego maratonu kuchennego...



Czyta się w zasadzie jednym tchem. I w zasadzie jest to książka reportażowa, choć nie pogniewałabym się, gdyby autor wyrzucił rodzinne anegdotki i podarował sobie brytyjskie poczucie humoru, a zostawił tylko samo-gęste, czyli opowieści o kulinarnych śledztwach i odkryciach podczas swojej podróży po Japonii...

Co mi się bardzo spodobało, to sporo ciekawostek, obalanych plotek i mitów na temat japońskich potraw i składników do ich przygotowania (umami, wasabi, sos sojowy, itp.)

Efektem lektury jest mnóstwo przylepnych karteczek, zaznaczających fragmenty, do których warto wrócić lub, w których są przydatne informacje na tematy kulinarne.

Koniecznie do przeczytania, nie tylko przed podróżą.
Niestety, jak to w życiu bywa, większość z opisywany miejsc, wykracza poza nasze możliwości finansowe...

m.


:: 31 lipca 2013 ::


Czas na gotowanie

Dawno nie było o książkach z przepisami kucharskimi. W Media Markt (co dla mnie jest wciąż niespodzianką) można kupić świetną i przepięknie wydaną książkę o kuchni japońskiej.



Pozycja ta zawiera bardzo przystępnie zredagowane przepisy, przepiękne zdjęcia oraz krótkie wprowadzenia do poszczególnych zestawów dań (zupy i przystawki przed obiadem, przystawki i sałatki, sushi, dania główne i desery), które inspirują do własnych prób w kuchni.

Można w niej znaleźć sporo prostych i bardzo przydatnych rad w kwestii przygotowania składników do potraw japońskich.

Książka jest przedrukiem pozycji z wydawnictwa Murdoch Books, co brzmi dość popularnie, ale wydana jest w ładnej szacie graficznej i na niezłym papierze (którego jednak nie szkoda w razie zachlapania w kuchni).

Charlotte Anderson, Kuchnia japońska, Wydawnictwo Olesiejuk, Ożarów Mazowiecki, 2010. Cena 29,90 zł.


* Książka dostępna też na stronie wydawcy.

m.


:: 30 lipca 2013 ::


Książka idealna



Uwielbiam monografie z kartkami szczelnie zapełnionymi smaczkami i informacjami, które trudno wyłowić w innych źródłach.

Japońskie słodycze to pięknie wydana pozycja do smakowania i wracania do zaznaczonych fragmentów z ciekawostkami nie tylko kulinarnymi, ale też historycznymi i kulturowymi oraz odwołaniami do literatury dawnej i dawniejszej. Cenna też ze względu na profesjonalne zebranie japońskich nazw rodzajowych roślin i zwierząt jadalnych z przekładem na polski i łacinę.

Do czytania po trochu, żeby zapamiętać ogrom zebranych informacji na temat sztuki kulinarnej...

Zdjęcia, co prawda, w większości zaczerpnięte zostały ze źródeł internetowych, ale dzięki temu są świetne kompozycyjnie i jakościowo.

Na końcu książki zamieszczona została niespodzianką: kilkanaście przepisów (wykonalnych w naszych polskich warunkach) na prostsze słodycze japońskie.

Palce lizać.

Magdalena Tomaszewska-Bolałek, Japońskie słodycze, Hanami, Warszawa 2013.

m.

P.S.
I dziękuję autorce za przywrócenie pamięci słowa „łakocie”...



:: 26 lipca 2013 ::


Druga strona księżyca

Nowo wydana książka zawierająca japonistyczne eseje (a w zasadzie wystąpienia z różnych okazji) Claude Lévi-Straussa...



Magia nazwiska zrobiła swoje. Kupiłam i zachłannie przeczytałam. Tym bardziej, że już na początku autor dobitnie podkreśla trudność w odbiorze i interpretacji obcej kultury:

„Dla tego, kto się w niej [kulturze japońskiej ] nie urodził, nie wzrastał, nie uczył się i formował, nigdy nie będzie dostępna warstwa, gdzie tkwi najbardziej wewnętrzna istota danej kultury, i to nawet pomimo opanowania języka oraz wszelkich innych zewnętrznych sposobów jej poznania. Albowiem kultury są nieporównywalne. Wszystkie kryteria, po które sięgamy, charakteryzując się jedną z nich, albo wywodzą się z tejże kultury, przez co nie mają obiektywnej wartości, albo też wywodzą się z innej, co je dyskwalifikuje. Słuszny sąd o miejscu japońskiej (lub jakiejkolwiek) kultury we współczesnym świecie wymaga oderwania się od siły przyciągania wszelkiej kultury. Tylko pod tym niemożliwym do spełnienia warunkiem zyskalibyśmy pewność, że ów sąd nie zależy ani od kultury poddanej badaniu, ani od żadnej innej, z której obserwator, sam będąc uczestnikiem jednej z nich, nie może się świadomie bądź nieświadomie oderwać.” (str. 12-13)

Niestety odniosłam wrażenie pewnej niespójności w tekstach...

Z jednej strony wybija się bardzo uniżona forma wstępów, wzorowana zapewne na języku grzecznościowym keigo, co w przypadku obcokrajowca brzmi co najmniej sztucznie i nieszczerze, jeśli nie pretensjonalnie...

Z drugiej strony mnóstwo dygresji i otoczki słownej niezwiązanej kompletnie z tematem „Japonia”...

Z trzeciej, od czasu do czasu, ale nieregularnie, jak rodzynki w zakalcu, rzucone jest kilka mądrych (utrzymanych w naukowym żargonie) złotych myśli.

Ale może właśnie dla tych stwierdzeń, które wyabstrahowane z całości mogą stanowić podsumowanie przemyśleń autora, warto po tę książkę sięgnąć...

Mimo że większość z nich jest dość powierzchowna i ogólnikowa, np.:

„Tak więc, zestawiając grafikę i kuchnię, dostrzegam co najmniej dwie cechy niezmienne. Przede wszystkim higienę moralną i mentalną prowadzącą do prostoty; izolacjonizm, separatyzm, ponieważ zarówno grafika wyrastająca z czysto japońskiej tradycji, jak i czysto japońska kuchnia wykluczają mieszaniny i wydobywają elementy podstawowe.” (Str. 59).

Tak czy inaczej, ze względu na rangę nazwiska, przeczytać wypada...

Claude Lévi-Strauss, Druga strona księżyca. Pisma o Japonii, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków, 2013.

m.


:: 04 czerwca 2013 ::


Aoki

Poszłam do księgarni po coś całkiem innego, ale z miejsca się zachwyciłam i musiałam kupić...



Przeurocza książeczka (dla dzieci) o Aoki, która jest laleczką kokeshi i wybiera się do Tokio. Autorką jest Annelore Parot i jest to przedruk z wersji francuskiej.

Książeczka bajeczna graficznie w lekkim (i dobrym) stylu kawaii. Do tego interaktywna, bo ma otwierające się okienka i zakładki pełne niespodzianek...





I... wkomponowane w ilustracje japońskie słówka znakami kanji, hiraganą i katakaną...



Kupiłabym dziecku, w ramach zachęty do zgłębiania kultury japońskiej, a że dziecka nie mam, to kupiłam sobie dla czystej przyjemności oglądania...

Annelore Parot, Aoki, Wydawnictwo Format, 2011.

m.


:: 21 maja 2013 ::


O klasyfikatorach naukowo

Tym razem książka akademicka, przez co nieco trudna w odbiorze dla nie-filologów uczących się hobbystycznie japońskiego...



Dlaczego warto do niej zajrzeć?

Bo dogłębnie przedstawione są w niej zagadnienia związane z klasyfikatorami w japońskim. Pogrupowanie, opisanie pod kątem użycia i wyjaśnienie klasyfikatorów zajmuje większą część tej pozycji.

Fascynujące dla tych, którzy lubią smaczki językowe. Bardzo ciekawy jest też rozdział porównawczy, w którym można znaleźć odpowiedź na pytanie: „a jak to się ma do chińskiego/ koreańskiego, itd.”



Jarosław A. Pietrow, Kategoryzacja kwantyfikatywna w języku japońskim, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2011.

m.


:: 13 maja 2013 ::


Rarytas

Trafiła w moje ręce niesamowita książeczka...



Autorstwa Okakury Kakuzo i wydane w 1905 roku jako bezpłatny dodatek do Tygodnika Ilustrowanego „Przebudzenie się Japonii” jest pozycją niezwykłą...

Początek XX w to czas, kiedy Japonia stara się udowodnić światu, że jest krajem nie tylko ucywilizowanym, ale także mocarnym. Ale mimo silnej propagandy prawicowej, Okakura Kakuzo napisał dziełko subtelnie tylko prawicowe.

Autor, znany z opracowań typu „Księga herbaty”, w sposób głęboko analityczny i ze znajomością innych kultur przedstawia ówcześnie nowoczesną Japonię jako kraj, który, odrzucając militaryzm uciskających szogunów, wraca do swoich korzeni państwowych, które oplatają osobę cesarza.

„Tyranowie Tokugawa, sprawcy owego odosobnienia Japonii, buli następcami kilu rodzin Szogunów, którzy jako wojskowi regenci Mikada w 12-tym wieku zagarnęli rządy Japonii. Przedtem Japonia znajdowała się pod osobistem panowaniem Mikada, który za pomocą dygnitarzów dworskich rządził krajem z Kioto.' (str. 23)

Niesamowicie ciekawa wydaje się ta perspektywa oglądu w XXI wieku.

Najbardziej jednak podoba mi się nieco naiwna i tendencyjna teoria przyczyny upadku Azji:
„Upadek Azyi rozpoczął się bardzo dawno temu, wraz z podbojem jej przez Mongołów w i weku 13-tym; a dawna klasyczna cywilizacja Chin i Indyj tem jaskrawiej i wypuklej występuje, im więcej się ją porównuje z ciemnościami, jakie zapanowały tam po tym nieszczęsnym podboju.: (str. 13).

Jednak jest to książeczka, która ma drugie dno. Autor poprzez subtelną propagandę (może po prostu głęboko wierzył w to, co pisał) stara się usprawiedliwić, ba, uzasadnić niezbyt pozytywne, historycznie patrząc, polityczno-społeczne zmiany w machinie państwa Japońskiego u progu, jakże niespokojnego XX wieku...

m.


:: 28 marca 2013 ::


Książka niepoprawna?

Rzecz, która ukazała się jakiś czas temu. Forma mnie zachwyca, bo jest to przedruk książki z 1904 roku. Mowa o „Listach z Japonii” autorstwa Rudyarda Kiplinga.


Zachwyca, bo zachowany jest oryginalny przekład na język polski z początku XX w.

Ale mam z tą książką kłopot, bo nie wiem, czy nie doceniam Kiplinga (to przecież TEN Kipling), czy go po prostu nie rozumiem...

Kipling ogląda Japonię podczas niezbyt długiej podróży (obejmującej miejsca opisane w Baedekerze*) i przez pryzmat białego kolonizatora brytyjskiego z Indii. I stąd mój kłopot, bo z jednej strony się zachwyca wszystkim, co japońskie, maleńkie, czyściutkie, a z drugiej strony nie stroni od rasistowskich (tak określilibyśmy jego słowa obecnie) uwag na temat wschodnich nacji.

A na dodatek wszystko porównuje do Indii, co dla czytelnika jest tłumaczeniem niewiadomej przez niewiadomą. Miejscami można poczuć więcej sympatii do podróżującego wraz z autorem „Profesora”, bo jego słowa na temat odmiennej kultury są nieco bardziej wyważone.

Kipling zdaje się sam gubić w swoich odczuciach, np.:
„Miałem ochotę powiedzieć mu [kupcowi]: czcigodna osobo! zanadto jesteś czysty i wykwintny dla tego świata, dom twój nie dla ludzi naszego padołu, chyba, że się nauczą wielu rzeczy, których mnie nikt nie uczył. A zatem, nienawidzę cię, bo się czuję niższym od ciebie, ty zaś gardzisz mną i mymi butami, uważasz mnie bowiem za człowieka dzikiego. Puść mnie, albo rozwalę nad głową ten drewniany dom cedrowy!”. Zamiast tego powiedziałem mu: „O, tak! Bardzo tu pięknie. Bardzo ciekawy rodzaj handlu...”
Kupiec był strasznym zdziercą; było mi gorąco i nieswojo, dopóki się stamtąd nie wydobyłem na ulicę i nie powróciłem do roli szczerego Anglika, brnącego swobodnie po błocie.” (str. 13-14)

„I tu, jak w Nagasaki, miasto przepełnione małemi dziećmi i tak, jak tam, uśmiechają się wszyscy, z wyjątkiem Chińczyków. Nie lubię Chińczyków. W rysach ich twarzy dostrzegłem coś, czego zrozumieć nie mogłem.” (str. 27)

czasami czyni porównania przyrodnicze:

„Japończycy podobni są do ptilinorynchów, ptaków australijskich. Do ozdoby swych domów zbierają wszystko: kamyki, dziwacznie wygładzone przez wodę, odłamy skały, drobne kamyki. Zmieniając mieszkanie, zabierają ze sobą cały ogród – sosny i resztę, a nowy lokator może sobie przyozdabiać grunt podług własnego gustu.” (str. 83-84)

czasami panowie dywagują na temat postępu cywilizacyjnemu, który zagraża tej arcyciekawej turystycznie krainie:

„-Daleki Wschód nie ma już duszy, bo czyż konstytucyja może wynagrodzić noszenie odzieży europejskiej? Widziałem damę japońską w tualecie wizytowej. Wyglądała okropnie. Czy widziałeś pan ostatni wyraz sztuki japońskiej – malowidła na wachlarzach i w witrynach sklepów? Jest to wierne odtworzenie zmiany sposobu życia – słupy telegraficzne, linie tramwajowe, cylindry i walizki podróżne. Artyści mogą namalować te rzeczy znośnie, ale gdy się stylizuje kostyum europejski, efekt jest okropny.
Japonia – rzekł profesor – chce zająć miejsce śród narodów cywilizowanych.
Na tem właśnie polega tragizm kwestyi. Chce mi się płakać, gdy patrzę ba ten źle skierowany wysiłek, na to gwałtowne dążenie do brzydoty dla uznania u ludzi, którzy malują na biało sufity, na szaro – kominki, a powozy – na żółto i czerwono. Mikado ubiera się w barwy niebieskie, złote i czerwone; gwardya jego nosi spodnie pomarańczowe z niebieskimi lampasami. Misyonarze amerykańscy uczą młode Japonki nosić frendzle, „frendzle fryzowane” na czole, uczą je splatania warkoczy i zawiązywania ich czerwnemi i jaskrawo-niebieskiemi wstążkami. Niemiec sprzedaje im obrzydliwe obrazi i etykiety na butelkach od piwa. „Allen and Ginter” zasypują Tokio pudełkami od tytuniu z blachy krwawo-czerwonej i zielonej. I wobec tego wszystkiego kraj chce dążyć do cywilizacyi!” (str. 148-149)

Według autora i jego towarzysza podróży Japonia to kraik maleńkich ślicznych ludzików, którzy parają się wyrabianiem maleńkich pięknych pudełeczek, puzdereczek i innych eleganckich drobiazgów, które przyjeżdżają nabywać biali, otrzaskani z cywilizacją koneserzy z Zachodu.

Panowie to podsumowują w taki sposób:
„- Ilebyśmy zyskali – mówił profesor – gdyby można ustanowić międzynarodowy protektorat nad Japonią, aby ja zabezpieczyć od groźby najazdu i zaboru, i płacić temu krajowi, ile zażąda, pod warunkiem jedynie, ze ludność będzie siedziała spokojnie i wyrabiała piękne rzeczy, podczas gdy nasi ludzie będą się uczyli, Gdybyśmy mogli całe cesarstwo japońskie włożyć pod szklany klosz i napisać na nim: „ Hors Concours”, Exhibit A.”
Hu! - mruknąłem. - A co to znaczy „my”?
No, my w ogóle, Sahibowie całego świata.” (str. 29-30)

I jakoś po lekturze tych listów nie mogę się pozbyć uczucia zażenowania... I tłumaczenie, że takie były czasy, nie pomaga...


Rudyard Kipling, Listy z Japonii, Wydawnictwo XEEIN, Kraków 2012.

* Taki ówczesny Lonely Planet
m.



Starsze wpisy ::

2017
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień


RSS