:: 04 maja 2012 ::


Bambus

Materiał, z którego da się zrobić niemal wszystko...

Już w III w chiński pisarz Zhu Bu napisał użytkowy Traktat o bambusie, w którym wymienił aż 1001 zastosowań tego naturalnego materiału.

A zatem kilka migawek ilustrujących wszechstronność zastosowań bambusa przy domu i w ogrodzie:

Kontrast i harmonia jednocześnie? Bambus rosnący i płot bambusowy


Poręcz ze świeżego bambusa


Furtki w stylu wabi




Najbardziej znana misa tsukubai z bambusowym „kranem”


Płoty i płotki










Element ściany


Pokrywa tradycyjnej studni


Wystawka przed knajpką


Podpórki pod czerpaki hishaku w chramie


Tradycyjny stroik noworoczny kadomatsu


Pałąk pod zasłonkę noren


I w ogródku... To też chyba jakiś gatunek bambusa



m.


:: 05 maja 2012 ::


MATSUMI po remoncie

Przerwę majową w szkółce wykorzystaliśmy w pełni... Sale zostały pomalowane, posprzątane i lekko przearanżowane...









To tak przy okazji pięciu lat działalności MATSUMI, które minęły nieopatrznie...
m.


:: 07 maja 2012 ::


Estetyka przestrzeni

Założę się, że jest to praca doktorska...



Jakub Petri, Estetyczne aspekty japońskiej przestrzeni miejskiej, Universitas, Kraków 2006.

Konstrukcja, fajerwerki intelektualne w pierwszej części i ciągłe cytaty z innych opracowań wskazują na dysertacje doktorską, bo tak się pisze na mojej Alma Mater...

Hmmm...
Może to zamierzona konstrukcja tekstu - taka że Japonia pojawia się tylko w interwałach (ma) tego dyskursu estetyczno-filozoficznego?

Niewątpliwie autor jest oczytany. I to robi wrażenie. Głowna część jego opracowania to odwołania do Wittgensteina, Husserla, Heideggera, itp... reszta to cytaty z innych autorów i odwołania do innych tekstów na temat estetyki (i odrobiny) przestrzeni japońskiej...

Spodziewałam się analitycznego kompendium na tytułowy temat... Jest. Coś. Ale gubi się. W reszcie tekstu... który, można odnieść wrażenie jest niepotrzebną nadbudową (ale tak musi być w pracach akademickich....)*.

Ale, przy okazji czytania tej książki, pojawiał się motyw, o którym już od jakiegoś czasu chciałam napisać...
Na polskim rynku wydawniczym pojawia się ostatnio coraz więcej opracowań na temat Japonii. Chciałabym napisać: 'japonistycznych', ale...

Coraz więcej specjalistów z innych dziedzin naukowych pisze o i w kontekście Japonii. Najczęściej nie znają (nie uczą się) języka japońskiego. Często też kulturę japońską znają z opracowań i mediów, a nie z bezpośredniego kontaktu. Czerpiąc z innych autorów przyjmują jak leci zapis terminów japońskich, w efekcie czego w jednym opracowaniu robi się miszmasz w transkrypcji.

Japoniści już od kilkudziesięciu (niemalże) lat stosują ogólnoświatową transkrypcję Hepburna, np.: Toyotomi Hideyoshi, sushi, shintō. W opracowaniach japońskich autorów piszących po angielsku można spotykać się z innym zapisem. Do tego czasami można (o zgrozo?) spotkać się z zapisem dowolnym.

Żeby nie okazać się gołosłowną, kilka przykładów z powyżej wspomnianej książki:

zapis w opracowaniu: Ken-Ichi Sasaki → zapis poprawny: Ken'ichi Sasaki (zapewne przyjęło się na Zachodzie zapisywać imię tego pana, z myślnikiem, żeby uniknąć niepoprawnego odczytu 'Kenichi')

zapis w opracowaniu: Jun'ichirō Tanizaki → zapis poprawny Tanizaki Jun'ichirō (w opracowaniach japonistycznych przyjmuje się kolejność japońską, czyli nazwisko, imię, ale potem biedny czytelnik gubi się w księgarni, bo nie wie czy szukać książki autorstwa Kawabaty, czy autorstwa Yasunariego)

zapis w opracowaniu: Teiji Itoh → zapis poprawny Teiji Itō (wynik zastosowania transkrypcji japońskiej)

zapis w opracowaniu: Kamo-no Chōmei → zapis poprawny: Kamo no Chōmei (już od dobrych 20 lat nie stosuje się w Polsce zapisu z myślnikami)

zapis w opracowaniu: Tojotomi Hidejori → zapis poprawny: Toyotomi Hideyori (błąd wynikający z zapisu wg polskiej wymowy).

Jak na jedną pozycje wydawniczą, to różnorodność dość znaczna...
To jedno zagadnienie, które natarczywie przewija się w ostatnich wydawnictwach.

Drugie, natomiast, to kłopot z odmianą terminów japońskich przez przypadki w języku polskim:

Nazwisko Kamo no Chōmei autor Estetyki... odmienia jako 'Kamo-no Chomeiego' (co jest swoją drogą niełatwe do wymówienia), zamiast 'Kamo no Chōmeia'.

Innym przykładem będzie forma 'tokonome'... Zastanawiałam się, czy jest to literówka i miała być forma biernika, czyli: 'tokonomę', czy też ma być to forma mianownika: 'tokonome' zamiast poprawnej wersji japońskiej: 'tokonoma'...

Wiem, że problemy te mogą wydawać się czysto akademickimi i że przeciętnemu czytelnikowi tego typu zagadnienia wiszą. Tylko, że przeciętny czytelnik nie sięgnie po te pozycję...

*Skoro nie ta książka, to co w zamian? Może właśnie te podstawowe pozycje (plus kilka innych), do których odwołuje się autor:

Alberowa Zofia, O sztuce Japonii, Wiedza Powszechna, 1983.
Alberowa Zofia, Sztuka japońska, Wydawnictwo Artystyczne i Filmowe, 1987.
Barucki Tadeusz, Architektura Japonii, Warszawa 1988.
Estetyka japońska. Antologia, red. Krystyna Wilkoszewska, tom: I, II, III, Kraków 2001, 2005.
Filozofia Wschodu, red. Beata Szymańska, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2001.
Kozyra Agnieszka, Filozofia nicości Nishidy Kitarō, Nozomi, Warszawa 2007.
Kozyra Agnieszka, Filozofia zen, Wydawnictwo naukowe PWN, Warszawa, 2004.
Okakura Kakuzō, Księga herbaty, Vis-a-Vis Etiuda, Kraków 2004.
Suzuki Daisetz, Zen i kultura japońska, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2009.
Tubielewicz Jolanta, Kultura Japonii. Słownik, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1996.



:: 09 maja 2012 ::


Budowa naprzeciwko

Przy okazji oglądania jakiś zdjęć z Japonii, ktoś zapytał, dlaczego budynki stojące obok siebie, nie stykają się ścianami, jak w Europie...
Coś w ten deseń:


Cóż, ponieważ nie jestem architektem, odpowiedź była dość łopatologiczna:
bo ze względu na zagrożenie (i to bardzo namacalne) trzęsieniami ziemi, mają opracowany inny typ konstrukcji budynków wielopiętrowych. Szumnie się to nazywa „konstrukcją bambusa” (bo bambus jest giętki i się przechyla, ale nie łamie)... Podstawą jest szkielet ze stali, który jest wypełniany podłogami i ścianami.

Jak to wygląda? Pozwolę sobie zilustrować widokiem zza okna w tokijskim mieszkaniu...

Po drugiej stronie ulicy budowany był budynek. „Budowany”, to jednak złe słowo. On wyrósł... Z zafascynowaniem obserwowałam, jak z dnia na dzień pnie się w górę.







Budowlańcy biegali po rusztowaniach i stalowych elementach bez zabezpieczenia, ale robili to tak sprawnie, że nawet nie przyszło mi do głowy, że mogliby spaść...


W porze lunchu siadali okrakiem na niższych partiach i zjadali benta. Zaczynali i kończyli pracę tak punktualnie, że mogłam według nich regulować zegarek.

Na Nowy Rok budowa miała wolne, ale ogrodzenie zostało ozdobione świątecznym Shōgatsukazari...



Wiem, że inne technologie, wiem, że nie zawsze jest tak perfekt, wiem, że widziałam tylko mały wycinek budowlanej rzeczywistości... Ale i tak robi wrażenie...

I jeszcze inne rosnące budynki:






m.


:: 11 maja 2012 ::


Kompendium wiedzy o Korei

Czepiałam się niedawno książki Kima Munhaka, Koreańczycy, Japończycy, Chińczycy, wydanej przez Kwiaty Orientu w 2010 roku.
A teraz, żeby nie było, że czepiam się bez pokrycia, o książce, która jest znakomitym zamiennikiem...



Choong Soon Kim, Kimchi and IT. Tradition and Transformation in Korea, Ilchokak, Seoul 2007.

Świetna, z prawdziwego zdarzenia książka popularno-naukowa napisana przez antropologa, który bardzo profesjonalnie pisze też o społeczeństwie, ekonomii i historii.

Pozycja ta liczy sobie 422 strony i dosłownie może przytłoczyć ogromem wiedzy, który przedstawia. Autor doskonale wprowadza w temat opisując źródła kultury koreańskiej, historię państwa, proces modernizacji, ewolucję polityczną i ekonomiczną, życie społeczne, tło religijne, stan edukacji, proces industrializacji i na koniec podsumowuje, analizując miejsce Korei w świecie. Dzieło bardzo kompletne, z dogłębnymi analizami, popartymi odwołaniami do prac innych badaczy w tych tematach.

I dużo ciekawych informacji, których nie znajdzie się w innych książkach, na temat cech narodowościowych Koreańczyków, takich jak pośpiech, opryskliwość, ksenofobia, fatalizm, niecierpliwość, emocjonalność, pasywność, introwertyzm, zależności dzieci, itp..., którym poświęcony jest cały rozdział („Ethos”).

Dlaczego na blogu o Japonii znów piszę o książce o Korei?
Tak jak w poprzednich pozycjach poświęconych temu krajowi, o których wspomniałam, w rozdziałach o historii można znaleźć bogactwo informacji o polityce i historii Japonii (najazdy na Koreę Toyotomiego czy okupacja w czasie II wojny światowej). I znowu cenna jest perspektywa oglądu tych zagadnień. Nieco inna niż japońska...

Książka idealna.

m.


:: 15 maja 2012 ::


Genkan

Genkan (玄関) to tradycyjny „przedpokój” w domach i mieszkaniach japońskich. Jego rodowód wywodzi się z domów wiejskich. Genkan pełnił funkcje przestrzenie przechodniej z zewnątrz do wewnątrz. Zostawiało się w nim buty, żeby nie nanosić do domu błota lub pyłu. Dawniej pokryty był glinianą polepą, obecnie są to w domach wolno stojących najczęściej ceramiczne płytki, a w mieszkaniach miejskich inny kolor o reszty podłogi czegoś w rodzaju linoleum. Genkan w tradycyjnej wersji jest o 20-30 cm niżej od reszty domu. Tylko w miejskich mieszkaniach jest na równi, a jego przestrzeń jest oddzielona listwą.

Co ciekawe, genkan istnieje nawet w domach, które budowane są w stylu zachodnim, np.:

w stylu francuskim


w stylu alpejsko-szwajcarskim (nazwijmy to roboczo)


styl nieco palazzo


mix stylistyczny


i dwa wydania minimalistyczne





A na marginesie: to stąd - od genkanu - wzięło się powitanie i zaproszenie do wejścia do domu: oagari kudasai, czyli "racz wstąpić (wznieść się/ zrobić krok wzwyż)".

m.


:: 17 maja 2012 ::


Kanji, katakana czy hiragana?

Uczący się japońskiego dają się często złapać w swoistą pułapkę myślową.

Widzą słowo リス( risu), czyli 'wiewiórka' zapisane katakaną i pytają: „To w Japonii nie było wiewiórek?” („algorytm” myślenia wygląda tak: katakana→słowo obcego pochodzenia→zwierzę z Zachodu→w Japonii przed modernizacją nie znano wiewiórek)...

Warto pamiętać, że katakana jest stosowana do fonetycznego zapisu słów. I nie tylko słów obcego pochodzenia... Zdarza się często, że gdy pojawiają się skomplikowane graficznie znaki spoza obowiązującej tabeli Jōyō kanji, słowo zapisywane jest fonetycznie w katakanie. Dzieje się tak szczególnie w przypadku nazw roślin i zwierząt (które, swoją drogą, często też są pożyczkami z chińskiego),np.:

ponieważ 'róża' (bara no hana) ma skomplikowane znaki w złożeniu bara 薔薇の花 zapisywana jest po części katakaną : バラの花.

Tak samo będzie z wiewiórką... W znakach kanji dość skomplikowana graficznie 'kasztanowa mysz' 栗鼠, więc pojawia się wszędobylski zapis w katakanie: リス.

Chcielibyście pisać słowo 'orzeł' (washiznakiem: 鷲? Dlatego ratuje nas zapis katakaną: ワシ.

Ktoś, kto zna jednak trochę temat, zaprotestuje, mówiąc że np.: słowo 'kot' może być pisane hiraganą... i będzie miał rację, bo jest jednak pewien minus zapisu fonetycznego. W przypadku potocznych nazw zwierząt i roślin można spotkać zapis potrójny, np.:

'kot' (neko) może być pisany: ねこ, ネコ lub 猫
'pies' (inu może być w formie いぬ, イヌ lub 犬

bo:
1. są to słowa potoczne i czysto japońskie, więc mogą być zapisane w hiraganie,
2. mają znaki kanji i są nazwami zwierząt, więc mogą być zapisane w transkrypcji, czyli w katakanie,
3. mają znaki kanji, które należą do puli znaków obowiązujących, więc można (powinno się) pisać je znakami.

Ale czasami bywa zapis zwyczajowy, np.:
'tygrys' (tora raczej katakaną トラ (jeśli chodzi o zwierzaka), niż znakiem 虎 (bo wtedy raczej chodzi o ujęcie symboliczne)

'gołąb' (hato raczej w hiraganie はと (bo słowo jest potoczne), niż znakiem 鳩, bo nie wchodzi w tabelę, choć graficznie nie jest bardzo skomplikowany ('dziewiątka' + 'ptak').

Podobnie będzie ze słowem 'jabłko' (ringo), które wszyscy znają w zapisie hiraganą りんご, a mało kto wie, że istnieje zapis w znakach kanji 林檎 (leśne jabłko).

m.


:: 21 maja 2012 ::


Lekkie porównanie estetyczne

Pod wpływem czwartkowej rozmowy o kaligrafii, dzisiaj niezobowiązujące i niezbyt głębokie porównanie estetyki malarstwa tuszowego w wydaniu japońskim i koreańskim.

To samo źródło, te same motywy, ale nieco odmienna perspektywa estetyczna...

bambusy




karpie




z księżycem w pełni w tle




wistaria




Wersje japońskie delikatniejsze i bardziej przytłumione.

Wersje koreańskie bardziej zdecydowane, z mocniejszymi akcentami i nieco bardziej "energetyczne".

m.


:: 23 maja 2012 ::


P.poż.

Ktoś zapytał mnie: „dlaczego przy przepięknych zabytkach w Kioto stoją paskudne plastikowe lub metalowe wiadra z wodą?”.

Coś w tym stylu:


To zabezpieczenie przeciwpożarowe. Często można w starszej części Kioto (np. Kawaramachi) zobaczyć czerwone wiaderka wypełnione wodą:







Co nie znaczy, że tak wygląda standardowe zabezpieczenie. Nowoczesne gaśnice też są na wyposażeniu:





A tak (czyli całkiem nowocześnie) wygląda siedziba straży pożarnej w Meguro (Tokio)



Ale i tu nowoczesność przeplata się z tradycją (patrz: zabytkowy dzwon alarmowy)


m.


:: 25 maja 2012 ::


Biblioteka Koreańska

Mamy we Wrocławiu niewielkie, ale bardzo fajne miejsce...

Biblioteka Koreańska jest darem LG i mieści się w Dolnośląskiej Bibliotece Publicznej na Rynku.
Miejsce niewielkie, wykrojone w niemieckiej Bibliotece Goethego, ale obfitujące w angielskojęzyczne książki na przeróżne tematy związane z Koreą: kultura, historia, ekonomia, sztuki piękne, literatura, tradycje i nauka języka...

Za każdym razem, kiedy oddaję tam książki, mówię sobie, że tym razem już nic nie pożyczam i... wychodzę z kolejnymi wyjątkowymi książkami. Bo nie mogę się powstrzymać, kiedy widzę, że na półkę wróciła jakaś unikalna książka na temat sztuki czy historii Korei, bo przecież na pewno można tam znaleźć jakieś pokrewieństwo czy odwołanie do Japonii.

Jak na razie wrocławska Toshiba nie kwapi się do zorganizowania podobnego miejsca, niestety...


m.


:: 28 maja 2012 ::


Dwa filmy dokumentalne

Ostatnio obejrzałam 2 filmy dokumentalne z Japonią w tle.


Pierwszy w ramach Planet+ Doc Film Festival zatytułowany „Wodne dzieci” autorstwa Aliony van der Horst.



Zrobiony z bardzo osobistej perspektywy, pełen wynurzeń o niespełnionym macierzyństwie. Bardzo miejscami nużący i jednostronny, bo zabrakło w nim choć małej wzmianki o „prawdziwych” „wodnych dzieciach”, czyli o kwestii aborcji.

Drugi film, który obejrzałam wczoraj przy prawie pustej sali w komercyjnym kinie to „Jirō śni o sushi” Davida Gelba. Jest to bardzo obiektywny dokument o Jirō Ono, 85 letnim mistrzu sushi i jego życiu podporządkowanym sushi i restauracji.



Film bardzo dobry. Mimo że zrobiony przez reżysera z zachodniego kręgu kultury, we wspaniały i nienarzucający się sposób ukazuje sposób myślenia – ba, nawet filozofię tytułowego Jirō.

Warto obejrzeć nie tylko dla, pięknych i (użyję tu oklepanego określenia) poetyckich obrazów sushi, na które nigdy nie będzie nas stać*, ale ze względu na słowa...

Mistrz Ono mówi bardzo mądre rzeczy o konsekwencji w postępowaniu, odpowiedzialności, podejmowaniu decyzji, perfekcji i pasji... I to w sposób naturalny, kompletnie pozbawiony zadufania czy pychy**, mimo że jego restauracyjka (która mieści tylko 9 gości) otrzymała trzy gwiazdki Michelina.

Film, który pięknie opowiada o szczerości wobec siebie, dyscyplinie i rzeczach ważniejszych niż pieniądze.

Koniecznie trzeba zobaczyć.
Ja wybieram się jeszcze raz.

m.

* i dobrze, bo nie umielibyśmy go docenić.
** mistrz ma niesamowite poczucie humoru i dystans wobec siebie.


:: 28 maja 2012 ::


Słownictwo naukowe

(Dodatkowy wpis na dzisiaj, bo w tygodniu może być mało czasu...).

Przy wpisie na temat zapisu katakaną nazw flory i fauny Patryk zadał pytanie, co do zapisu słownictwa naukowego (chemia, biologia, fizyka, itp.). A to też jest bardzo ciekawy temat...

Jeśli jest to na przykład substancja chemiczna znana już przed XX w, to istnieje zapis w znakach kanji, np.:
symbol pierwiastka w tablicy Mendelejewa to 原子記号 (genshi kigō).
Idąc dalej chemicznym tropem:

węgiel to 炭素 (tanso)
tlen to 酸素 (sanso)
chlor to 塩素 (enso)
tlenek węgla to 一酸化炭素 (issan katanso), itd...
to chemia.

A teraz przykłady z innych dziedzin:

celuloza to 繊維素(sen'iso), a cytoplazma to 細胞質 (saibōshitsu).

Ale, jeśli jest to "nowość" naukowa, która dotarła do Japonii za pośrednictwem opracowań zachodnich, to wtedy mamy zapis katakaną, np.:

hormon to ホルモン (horumon)
aluminium to アルミニウム (aruminiumu)
dolomit to ドロマイト (doromaito), choć istnieje rzadko stosowana równoległa nazwa w znakach 白雲石 (hakuunseki) czyli 'kamień białych obłoków'.

Część nazw, tworzonych z potrzeby chwili i rozwoju cywilizacyjnego jest mieszana, np.:

jod ヨウ素 (yōso)
plastiki biodegradalne 生物分解性のプラスチック (seibutsubunkaisei no purasuchikku)
polimery elastomeryczne エラストマー重合体 (erasutomā jūgōtai)
czy
promieniowanie gamma ガンマ線 (gamma sen).

m.


:: 30 maja 2012 ::


O muzyce dworskiej

Książka nieduża, ale bardzo treściwa. Czyta się ja przyjemnie, a terminy muzyczne są stosowane z umiarem, więc przeciętny czytelnik (czyli nie znający się technicznie na muzyce) się nie pogubi.

Marta Wesołowska, Gagaku. Dzieje i symbolika japońskiej muzyki dworskiej, Wydawnictwo TRIO, Warszawa 2012.



Opracowanie to w uporządkowany sposób wprowadza w sztuki muzyczno-taneczne dawnej, bo z okolic epoki Nara i Heian, Japonii. Jest też kopalnią wiedzy na temat japońskich instrumentów muzycznych.
Stanowi też świadectwo, że dawna muzyka dworska, nie istnieje już tylko na papierze w starych opowieściach monogatari (np. Genji monogatari), ale że jest kultywowana po dziś dzień.

W książce zamieszczono zdjęcia z festiwalu gagaku, które (dla mnie) są szczególnie cenne, bo do tej pory widziałam takie sceny tylko na malowidłach e maki, które stanowią ilustracje do monogatari.

Póki co, jedyne tego typu opracowanie na polskim rynku wydawniczym.

Dla zainteresowanych do posłuchania... Proponuję zacząć od utworu Etenraku, bo jest przyswajalny dla tępych zachodnich uszu:



Z kolejnymi będzie nieco trudniej





m.


:: 31 maja 2012 ::


Tatami praktyczne

Pisałam jakiś czas temu o tradycyjnych matach tatami...

Dzisiaj kontynuacja, z racji tego, że dostałam od znajomej Japonki, która wraca do kraju, takie maty.

Sprowadziła je do Polski dla swojego dziecka, żeby nie uczyło się raczkować na zimnych i łysych polskich podłogach.

Tym razem jednak chodzi o maty ciut mniej tradycyjnych, bo:
- o wymiarach 90x90 cm, czyli kwadratowych,
- zrobionych pół na pół z materiałów naturalnych (wierzch) i sztucznych (spód i wnętrze),


wierzch


spód

- o nieobszytych brzegach



W szkółce, niestety, już się nie zmieszczą.
A zatem położyłam je u siebie w pokoju. Pasują jak pięść do oka i część pokoju wygląda teraz jak sala treningowa do dżudo.





Ale, ponieważ nie mam kanapy, mam teraz świetne miejsce do wylegiwania się.

m.



::

2017
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień


RSS