:: 02 lipca 2012 ::


Nowe Horyzonty 2012

Jak co roku w porze letniej polecamy filmy japońskie pokazywane w ramach festiwalu Nowe Horyzonty.

W tym roku do obejrzenia:

„CUT” w reżyserii Amir Naderi

„Hanezu no tsuki” w reżyserii Naomi Kawase

„Noroi” („Klątwa”) autorstwa Kôji Shiraishi

„Kuichisan” w reżyserii Maiko Endo

Szczegółowe informacje na stronie festiwalu.

m.


:: 04 lipca 2012 ::


Koi

Wszędobylskie karpie japońskie...

W ogrodach można je zauważyć w każdej sadzawce czy stawiku.
Wydaje się, że jak potoczna nazwa „złote karpie” mówi, powinny być złociste, jednak występują w różnym umaszczeniu:















Ciekawostki dwie:
automat z karma dla karpików


karpie też ozdobne, tym razem ze szmatek


m.


:: 09 lipca 2012 ::


Graffiti

Jadę sobie wrocławską ulicą, a tu na ścianie budynku coś takiego:



Czyżbyśmy mieli (japonizujący) gang motocyklowy w okolicy?

m.


:: 10 lipca 2012 ::


Wieloznaczne kakeru

Czasownik kakeru sprawia (często niesłusznie) trochę kłopotów...

Bo, jeśli zajrzeć do słownika, to okaże się, że ma kilka znaczeń, np.: wieszać, zakładać, budować, mnożyć, telefonować, zaczynać, itd...

Występuje między innymi w poniższych wyrażeniach:

電話をかける (denwa o kakeru) telefonować

めがねをかける (megane o kakeru) zakładać okulary

かぎをかける (kagi o kakeru) zamykać na klucz

絵をかける (e o kakeru) wieszać obraz

橋をかける (hashi o kakeru) przerzucać most nad rzeką

コートをハンガーにかける (kōto o hangā ni kakeru) wieszać płaszcz na wieszaku

声をかける (koe o kakeru) zawołać kogoś

アイロンをかける (airon o kakeru) prasować

掃除機をかける (sōjiki o kakeru) odkurzać odkurzaczem

腰をいすにかける (koshi o isu ni kakeru) siadać na krześle

話しかける (hanashikakaeru) zacząć rozmowę

2かける2(ni kakeru ni) pomnożyć 2 przez 2


Można te wyrażenia wykuć na pamięć... Ale jak wyjaśnić znaczenie i użycie, tak, żeby załapać, o co chodzi?

W MATSUMI tłumaczymy to w następujący sposób (UWAGA: sposób autorski, nie znajdziecie go ani słownikach ani w Wiki; i, co więcej, nie wszystkim przypadnie do gustu):

czasownika kakeru używamy wtedy, kiedy opisujemy sytuację, którą można wyobrazić sobie geometrycznie, czyli kiedy mamy 2 punkty: A i B i wykonujemy czynność, w wyniku której te punkty są „spinane” lub inaczej mówiąc „połączone”, np.

„telefonować”: osoba A dzwoniąc do osoby B, łączy je ze sobą (podobnie będzie z „zacząć rozmowę”),

„zakładać okulary”: okulary zaczepia się (zawiesza) o ucho A i ucho B,



„zawieszać obraz”: róg A i róg B spinane są tasiemką lub haczykiem,



„zamykać na klucz”: przekręcamy klucz w zamku z pozycji A do pozycji B,

„przerzucać most”: most spina (łączy) brzeg A z brzegiem B,



„wieszać płaszcz na wieszaku”: płaszcz zakładamy na ramię A i ramię B wieszaka,



„zawołać kogoś”: głos, który „leci” od nadawcy A dociera do odbiorcy B, łącząc ich ze sobą, podobnie jak połączenie telefoniczne,

„prasować”: żelazko (płaszczyzna A) jest zawieszona nad prasowanym materiałem (płaszczyzna B) oddziaływając na niego termicznie,

podobnie będzie z odkurzaczem (A), który oddziaływuje na podłogę (B)

i w końcu z „siadaniem na krześle”: nasza pupa jest zawieszona na krześle (płaszczyzna/ punkt A) nad płaszczyzną podłogi (B), z którą łączność zachowana jest przez opierające się o nią stopy...

Zawiłe? Przekombinowane?

Japonistom pewnie się nie spodoba...
Jednak dla uczestników kursów japońskiego to wyjaśnienie stanowi bardzo pożyteczną wskazówkę (technikę?) do zapamiętania.

m.

P.S.
Podobnie będzie w pytaniu: どのぐらいかかりますか。(dono gurai kakarimasu ka) Ile trwa?, bo pytamy o okres trwania od czasowego punktu A do punktu B...

Z tym, że mamy tu do czynienia z czasownikiem nieprzechodnim, a to już nieco inna (gramatyczna) bajka.





:: 13 lipca 2012 ::


Tablice informacyjne

Jakiś czas temu pisałam o kanbanach, czyli tablicach różnej maści, traktowanych jako nośniki informacji społecznej.

Dzisiaj ciąg dalszy...
Bo na każdym kroku można spotkać różne ciekawe tablice, tabliczki i nawet zwykłe karteczki, które pragną być zauważone.

Często są ignorowane, bo wydaje się, że traktują o tematach, które nas kompletnie nie dotyczą, jak na przykład ta, ilustrująca niebezpieczeństwo występowania osuwiska w czasie ulewnych deszczy:



Albo informująca o konieczności ucieczki przed falą tsunami (zabrakło jednak wytycznych, na jak wysoko położony teren należy uciekać):



Czasami warto przeczytać, żeby uświadomić sobie, jak wiele niebezpieczeństw czyha na zwykłego obywatela w życiu codziennym, na przykład, że należy w autobusie trzymać się uchwytów, żeby nie przewrócić i zrobić krzywdy:



Albo, że należy ostrożnie i uważnie przechodzić przez ulicę, bo na tym skrzyżowaniu już poległy w starciu z samochodami 2 osoby:



Warto też zauważyć, co jest łatwe, bo info jest okraszone kawaii rysunkiem, że można się ogrzać w ciepłej poczekalni:



Albo, żeby wiedzieć, którędy wprowadzać i wyprowadzać psy na wybieg w parku:



Albo, żeby nie pytać, jak długo można się zasiedzieć w restauracji (tak, tak, do 28 godziny...)



Albo, żeby uświadomić sobie, jak długie mogą byś kiście wistarii (informacja przydatna chyba tylko dla bardzo wąskiego grona zainteresowanych):



Czasami można przeoczyć smętne karteluszki, na przykład informację o mszy świętej w naszym obrządku:



lub prośbę o niewnoszenie jedzenia do restauracji (sic!):



Ja najbardziej lubię te informacyjno-edukacyjne, jak ta, już kiedyś pokazywana, z przebudowy rur pod jezdnią:


lub ta z Nary, która miała uświadamiać (i nakłonić do darowizny), ile kosztuje pokrycie odnawianego dachu chramu korą hinoki:



m.



:: 17 lipca 2012 ::


Dzień jak każdy wcześniejszy

czyli tokijska nuda....

Ostatnio w jakiejś rozmowie na temat "jak to fantastycznie żyć w Japonii" zdarzyło mi się napomknąć, że tak w życiu codziennym, to wcale nie jest tak różowo...

Jak się jedzie turystycznie, to się można wszystkim dookoła zachwycać. Bo i jest entuzjazm nowości i czas na to.

Ale zwyczajnie, jak się jest zabieganym i ma się na głowie mnóstwo niecierpiących zwłoki spraw, to jest tak jak wszędzie indziej...



Tak, tak, szara codzienność...

m.


:: 19 lipca 2012 ::


Filmy

Ostatnio grupa początkująca zapytała mnie, od jakich filmów zacząć się zagłębiać w temat „Japonia”...

Trudno zrobić listę na początek, która zadowoli wszystkich, więc pi razy oko, mieszanka bardziej znanych pozycji, które warto (z rożnych względów) obejrzeć na dobry początek (kolejność wg czasu produkcji):


„Rashōmon”, reż. Akira Kurosawa 1950 r.

„Siedmiu samurajów” (Shichinin no samurai), reż. Akira Kurosawa, 1954.

„Tron we krwi” (Kumonosu jō), reż. Akira Kurosawa, 1957 r.

„Kobieta z wydm” (Suna no onna), reż. Hiroshi Teshigahara, 1964 r.

„Sans soleil”, reż. Chris Marker, 1983 r.

„Dmuchawiec” (Tampopo), reż. Jūzo Itami, 1985 r.

„Sierpniowa rapsodia” (Hachigatsu no kyōshikyoku ), reż. Akira Kurosawa, 1991 r.

„Hanabi”, reż. Takeshi Kitano, 1997 r.

„Doktor Akagi” (Kanzō sensei), reż. Shōhei Imamura, 1998 r.

„Brother”, reż. Takeshi Kitano, 2000 r.

„Ciepła woda pod czerwonym mostem” (Akai hashi no shita no nurui mizu), reż. Shōhei Imamura, 2001 r.

Lalki” (Doruzu), reż. Takeshi Kitano, 2002 r.

„Między słowami” (Lost in Translation), reż. Sofiia Coppola, 2003 r.

no i koniecznie serial „Szogun” (Shōgun), reż Jerry London, 1980 r.


Dorzućcie coś, to zrobimy pełną listę „filmów obowiązujących”...

m.



:: 20 lipca 2012 ::


Życie na japońskiej prowincji (2)

Nareszcie do mnie dotarła... Trzeba było iść do Empiku, a nie zamawiać przez internet...



Czyta się sympatycznie. Styl autorki bloga na wsi w Japonii jest mniej dosadny niż w necie, ale pozostał potoczysty i zachował charakterystyczne poczucie humoru, więc lektura wciąga.

Czyta się migiem.

O rzeczach, o których wiele osób krygowałoby się napisać. Więc, zgodnie z tym co autorka obiecuje: ”[...] nie jest to książka o Japonii. Jest to książka o moim życiu w Japonii”, tekst pozwala nam poznać różne sprawy, które japoniści lub japanofile zamiatają pod dywan lub po prostu ignorują, bo nie mieli okazji się z nimi spotkać (nie każdy miał okazję mieszkać poza Tokio, mieć tubylczą teściową, czy trafić do Japonii niejako przez przypadek, a nie z premedytacją).

I to jest właśnie ciekawe.

Anna Ikeda, Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji, WAB, Warszawa 2012.

m.


:: 25 lipca 2012 ::


Kuichisan (T-Mobile Nowe Horyzonty)

Pobiegłam na poranny seans. I...
pierwsza połowa filmu mnie okrutnie zmęczyła. Przemieszanie technik (z ręki, czarno białe, zgrzytliwe zbliżenia...) i brak spójnej linii przewodniej nie pomogło. W połowie wydawało mi się, że załapałam mniej więcej, o co chodzi... Hmm, że to taki niby dokument. Ale potem była powtórka z zabałaganienia...

Ittai, dō iu koto?!

Poległam. Potem poczytałam sobie o filmie mądre rzeczy:

„Based in the forgotten, cross-cultured town of Koza, in Okinawa, Japan, this film follows a 10 year-old boy who looks like a monk and drifts amidst his own beliefs. As he searches for an outlet for his spirituality, he encounters the magical force of Nature and the history behind the creation of a place that is not quite American yet not Japanese. The boy, who seems to live on the outskirts of an already outsider society, likes to get a cola float and watch the American soldiers get their tacos at the tacos stand. People around the town prepare for summertime festivals, welcoming ancestors and ghosts. A gang of abandoned children, barefoot and homeless, wreaks havoc amid the ruins of the once prosperous city. As reality seems to melt and drift, the boy sips his cola float and waits for the end of the world.”*


Cóż, najwyraźniej nie załapałam. Chyba, że Maiko Endo się trochę zapędziła w artystycznym zamierzeniu...

Ale warto było obejrzeć, choćby ze względu na Okinawę. Szczególnie, jeśli hasło „Okinawa” kojarzy się tylko z rajskimi zdjęciami z folderów... W filmie widać Okinawę (a to znaczy, że też Japonię) biedną, brzydką i mało japońską...

* cytat ze strony Cinereach.

m.


:: 27 lipca 2012 ::


Hanezu no tsuki (T-Mobile Nowe Horyzonty)

Temat stary jak świat, a jego głębia na poziomie dram... Dwóch mężczyzn kocha jedną kobietę. Ale dzięki oszczędności dialogów (naprawdę ograniczone do minimum) i powściągliwej grze aktorskiej ładnie poprowadzony. Nastrojowy? Nie... Ale melancholijny.

W tle przepiękne landszafciki z japońskiej wsi w okolicach Nary.

Dość prosta i sztampowa symbolika ptaków: jaskółki na wolności lepią gniazdo i mają młode i kanarek zadbany, ale w klatce...

Do tego motyw powtarzającej się przeszłości w postaci historii miłosnej dziadka bohatera (który na dodatek obecny jest jako duch) i poprowadzenie akcji równolegle. Proste, ale urocze...

A do tego (i to nie przemówiło do mnie za bardzo) wykopaliska archeologiczne na terenie dawnej stolicy Fujiwara... Dla mnie bomba, bo chciałabym to na żywo zobaczyć, ale w treść filmu wkomponowane trochę na siłę. Choć na końcu jest podane ładne wyjaśnienie, że cały ten film jest dedykowany duchom przeszłości...

Przyjemny w odbiorze.

Hanezu no tsuki, reżyseria Naomi Kawase, 2011 rok.

m.


:: 30 lipca 2012 ::


Katto i Noroi (T-Mobile Nowe Horyzonty)

Nie wiem, czy to przemyślany układ, czy tylko czysty przypadek, czy może moje subiektywne odczucie, ale kolejne filmy z japońskiej części festiwalu były coraz lepsze...

Cut, czyli „Cięcie” to film zrobiony w obronie dobrego kina. Ciekawe połączenie otaku dobrych filmów musi spłacić dług brata (zaciągnięty zresztą w zelach filmowych). Spłaca go w bardzo nietypowy i być może szokujący sposób: daje się bić. Za każdy cios kasuje pieniądze.

Scenariusz prosty... Ale jest wyścig z czasem, jest yakuza, są też i dobre charaktery w szeregach mafii... Zakończenie ironiczne: spłacił dług w terminie, zyskał szacunek mafii i propozycję pracy. A on? Poprosił... o pożyczkę na film.

Można by obejrzeć ten film jako kolejną ciekawostkę filmową z Japonii, gdyby nie drugie dno... Przemysł filmowy w Japonii jest w rękach yakuzy...

*Cut reżyseria Amir Naderi, 2011.

Noroi czyli „Klątwa” sugerowało kolejny japoński horror w granicach klasyki gatunku. A tymczasem mamy do czynienia z prześmiewczym obrazem współczesnego show-businessu i pogonią za tanią sensacją... Do czasu...

W pewnym momencie okazuje się, że czai się zło. I to prawdziwe... Film z 2003 roku pokazuje (trochę jak w książce pt.: Ring) zdesakralizowaną aglomerację i ludzi, którzy odeszli od dawnych shintoistycznych wierzeń. I te dwa aspekty: urbanizacja (w tym przypadku budowa tamy) i ludzki pęd do konsumpcji i taniej rozrywki wytworzyły lukę, którą zajmuje Kugitaba, czyli wcielone zło.

Film z elementami komediowymi, zrobiony w formie dokumentu autorstwa dziennikarza od zjawisk paranormalnych, z jednej strony ośmiesza współczesną cywilizację, z drugiej strony jednak daje do zrozumienia, że zanik świata sakralnego zaburzyło równowagę i zło wyrwało się na wolność...

Temat banalny, ale ogląda się z zainteresowaniem.

*Noroi, reżyseria Kōji Shiraishi, 2005.

m.



::

2017
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień


RSS