Ponad miesiąc trwało, zanim dostałam w swoje ręce coś, o czym pisała Tigra, a mianowicie magazyn Kinfolk w całości poświęcony Japonii.



Magazyn jest jak najbardziej life stylowy, co miało mnie z założenia zrazić, a jednak nie udało się...

Bo okazało się, że jest to absolutnie świetna rzecz, pokazująca, że można przedstawić tematy już oklepane (sakura, wasabi, herbata, itd...) w sposób świeży i zachwycający.

Po pierwsze: króciutkie ulotne w formie, choć dopracowane eseje.
Po drugie: świetne zdjęcia.
Po trzecie: papier i forma.
Po czwarte: większość osób i miejsc przedstawionych w artykułach istnieje sobie poza Japonią. Co wcale nie umniejsza wartości poznawczej magazynu, a wręcz przeciwnie, udowadnia, że okruchy, jeśli nie spore kawałki Japonii można odnaleźć też poza Krajem Kwitnącej Wiśni. Kinfolk pokazuje, że Japonia jest w ludziach i w tym, co robią, a nie w lokalizacji geograficznej...

Magazyn bardzo inspirujący...od razu chce się pichcić lub zmieniać estetykę swojego otoczenia czy życia codziennego.

Słabym punktem, jak zwykle, jest cena: 35 czy 39 dolarów z przesyłką... Choć jest absolutnie wart swojej ceny.


m.
::

Komentarze:

wróć