Ostatnio obejrzałam 2 filmy dokumentalne z Japonią w tle.


Pierwszy w ramach Planet+ Doc Film Festival zatytułowany „Wodne dzieci” autorstwa Aliony van der Horst.



Zrobiony z bardzo osobistej perspektywy, pełen wynurzeń o niespełnionym macierzyństwie. Bardzo miejscami nużący i jednostronny, bo zabrakło w nim choć małej wzmianki o „prawdziwych” „wodnych dzieciach”, czyli o kwestii aborcji.

Drugi film, który obejrzałam wczoraj przy prawie pustej sali w komercyjnym kinie to „Jirō śni o sushi” Davida Gelba. Jest to bardzo obiektywny dokument o Jirō Ono, 85 letnim mistrzu sushi i jego życiu podporządkowanym sushi i restauracji.



Film bardzo dobry. Mimo że zrobiony przez reżysera z zachodniego kręgu kultury, we wspaniały i nienarzucający się sposób ukazuje sposób myślenia – ba, nawet filozofię tytułowego Jirō.

Warto obejrzeć nie tylko dla, pięknych i (użyję tu oklepanego określenia) poetyckich obrazów sushi, na które nigdy nie będzie nas stać*, ale ze względu na słowa...

Mistrz Ono mówi bardzo mądre rzeczy o konsekwencji w postępowaniu, odpowiedzialności, podejmowaniu decyzji, perfekcji i pasji... I to w sposób naturalny, kompletnie pozbawiony zadufania czy pychy**, mimo że jego restauracyjka (która mieści tylko 9 gości) otrzymała trzy gwiazdki Michelina.

Film, który pięknie opowiada o szczerości wobec siebie, dyscyplinie i rzeczach ważniejszych niż pieniądze.

Koniecznie trzeba zobaczyć.
Ja wybieram się jeszcze raz.

m.

* i dobrze, bo nie umielibyśmy go docenić.
** mistrz ma niesamowite poczucie humoru i dystans wobec siebie.
::

Komentarze:

01.06.2012, 16:50
Marek
Obejrzałem film o Mistrzu Jiro - bardzo mi się podobał :-) Są jeszcze ludzie na świecie, dla których pieniądze i kariera nie są najważniejszą rzeczą w życiu! A mógłby przecież spokojnie rozwinąć sieć restauracji Jiro i żyć jak amerykański milioner. Tylko po co? ;-)

wróć