Korzystając z reszty wolnego czasu z okazji końcówki zimy, odświeżyłam sobie Szoguna. Ten serial amerykański z 1980 roku wszyscy chyba znają. Oparty na powieści Jamesa Clavella jest jedną z lepszych niejapońskich produkcji o Japonii.

Kiedy oglądałam go po raz pierwszy wieki temu w polskiej telewizji byłam absolutnie zachwycona.

Po raz drugi obejrzałam go jako świeżo upieczona japonistka i czepiałam się z żarliwością neofity wszystkiego.

Teraz obejrzałam po raz trzeci i znów bardzo mi się podobał.


Mimo czasu, jaki upłynął od realizacji, ogląda się przyjemnie. Jest to serial historyczny, więc nic się nie zdezaktualizowało.

Chambarlain zagrał w tym serialu chyba swoją najlepszą rolę.
Toshiro Mifune w roli Toranagi, jak zwykle świetny. On po prostu gra, tak od niechcenia...
Aż trudno uwierzyć, że Yoko Shimada (Mariko) uczyła się swoich partii dialogowych fonetycznie na pamięć, bo nie znała japońskiego.

Świetne kostiumy i odtworzenie epoki.


Dobrym zabiegiem jest brak tłumaczenia japońskich dialogów w tle. Widz może wczuć się w sytuację Anjin sana, który ni w ząb nie rozumie japońskiego.

Świetny zabieg konstrukcyjny: każdym odcinku jest scena pokazująca dogłębnie aspekty kultury japońskiej, np.: scena ceremonii herbacianej, wizyta u kurtyzany czy próba seppuku. Choć można odnieść czasami wrażenie, że niektóre wciśnięte są trochę na siłę, to w fajny sposób zagęszczają akcję, odrywając widza od zdarzeń pierwszoplanowych.



Czego można się przyczepić? E tam, kilka anachronizmów (oklaski po występie, uwspółcześniony japoński*, itp....)

Co jest ciekawe? Bon moty, nieraz dobre, nieraz płytkie, nieraz irytujące, np.:
„Japonia jest zawsze przed nami.” (w latach 80-tych, w amerykańskim serialu, mogło to być dwuznaczne)
„Japończycy mają sześć twarzy i trzy serca.”
„W życiu nie można nikomu ufać.”...

No, i całkiem mocny obraz zapędów politycznych i ekonomicznych jezuitów na Dalekim Wschodzie.


m.

* Na szczęście. Jeśli w filmach japońskich w dialogach stosowano by oryginalnie klasyczny język, a nie stylizację, trzeba by dorobić napisy z tłumaczeniem na współczesny japoński...
::

Komentarze:

07.03.2013, 11:52
matsumi
O, to w takim razie plotka była... Pewnie tak samo, jak to, że na początku reżyserować ten serial miał Kurosawa we własnej osobie...

06.03.2013, 13:34
Karasu
Się wkradł błąd temu artykułowi.

Shimada nie znała dobrze angielskiego, i tego języka uczyła się na podstawie zapisu fonetycznego. Język japoński wyssała z mlekiem matki :P

05.03.2013, 13:10
JaponiaBlizej
Muszę w końcu kiedyś obejrzeć w całości. :)

wróć