:: 27 stycznia 2014 ::


Japoński Blondynki

Pani Pawlikowska (podróżniczka-celebrytka) wydała całą serię rozmówek na wypadek podroży po różnych krajach. Pokusiła się także o wersję japońską:




Rozmówki, jak rozmówki. W wstępie jest wyraźnie napisane „Jest to kurs rozmawiania w języku obcym, a dalej „[...] to kurs nauki języków obcych oparty o zupełnie nową metodę nauczania. Powstała ona w oparciu o moje doświadczenie w nauce języków obcych. Bo pewnego dnia zorientowałam się, że języka obcego można nauczyć się na zasadzie logicznej układanki.”(str. 5)

{moje natychmiastowe pytanie: jakiej?}

W wyjaśnieniach autorki, niestety pojawia się pewna niekonsekwencja: z jednej strony „zero gramatyki”, z drugiej ta wspomniana logika to „Nauczenie się na pamięć przykładowych konstrukcji oraz ich składowych elementów, pozwala na budowanie nowych zdań i wyrażeń, a więc poprawne* posługiwanie się obcym językiem.” (str. 5). Czyli mam rozumieć, że „przykładowe konstrukcje” nie mają nic do czynienia z gramatyką? A w takim razie po co na końcu książki zamieszczony został „Niezbędnik gramatyczny” (który osobie kompletnie nieobeznanej z japońskim raczej naukę utrudni niż ułatwi...)?

{*wytłuszczenie moje}

Ale nie tego się chcę przyczepić...

Rozmówki japońskie to kontynuacja serii... I to widać, że produkowanej z matrycy.
Bo, może w przypadku innych języków z innych rejonów kulturowych pytania typu:

„Czy pani mówi po portugalsku/ niderlandzku?”
„Proszę to powiedzieć po norwesku”
„Mój hotel jest przy ulicy Cervantesa”
„Mogę zapłacić 20 Euro”
„Poproszę zimną wodę z gazem”
„Chciałbym trochę szynki serrano”
„Ten pokój nie ma elektryczności, więc chciałbym inny pokój”
„Poproszę bilet sypialny do Nowego Jorku/ Sewilli”
„W moim kraju mamy religię, która nie pozwala jeść mięsa ze szczura”
„Jesteś kibicem Realu czy Atletico” (po pytaniu, czy ktoś jest z Madrytu...)
„Jak się nazywa po portugalsku takie duże pomarańczowe warzywo?”, itd...

sprawdzają się być może, ale już w Japonii (co trzeba z przykrością niektórym uświadomić), kompletnie nie...

Oczywiście wersji japońskiej nie napisała autorka. Zrobiło to Quendi (biuro, które nawet nie ma jeszcze przyzwoitej strony internetowej) i zrobiło swoją robotę poprawnie (wersji japońskiej językowo, nie można nic zarzucić) i przełożyło wszystko dosłownie (pewnie tłumacz zaśmiewał się przy tym do łez), więc teraz korzystając z książeczki dla podróżników można ładnie po japońsku powiedzieć „Deszcz jest fajny. A ty nie jesteś z cukru” (Ame wa suteki desu yo. Anata wa satō de dekite iru wake ja arimasen). Tyle, że ze świecą szukać Japończyka, który zrozumie treść tego idiomatycznego wyrażenia...

I, może gdyby pani Pawlikowska zechciała jednak pouczyć się nieco bardziej tradycyjnymi metodami japońskiego, nie sygnowałaby nazwiskiem rozmówek kompletnie nieprzydatnych i nieprzystających do kultury japońskiej. Owszem, jeśli jest specjalistką od krajów południowo- amerykańskich, to pewnie mogła się pokusić o zgodę na przełożenie po prostu z hiszpańskiego na portugalski, bez kolosalnych kulturowych lub geograficznych wpadek. Ale, litości, wbijanie komuś do głowy, że w Japonii można pytać o ulice Cervantesa i ceny w Euro, jest już podróżniczym brakiem profesjonalizmu.

I może wtedy też przejrzałaby tekst przed wydaniem i dostrzegła, że według jej „logicznej metody nauczania” podawanie do frazy „byłem” trzech form: deshita, imashita, arimashita, czy do formy czasu przyszłego „będę” dwóch: desu, deshō, a zaraz potem zdania „będę w Barcelonie” „Baruserona ni imasu”, dla osoby, która japońskiego się porządnie uczy/ła po prostu się to logicznej kupy nie trzyma...

Droga „autorko”,
japońskiego nie da się „nauczyć instynktownie – najpierw zapamiętać dane wyrażenia i zdania poprzez systematyczne powtarzanie ich na głos, a potem z zasadą logiki (sic!) budować z nich własne przykłady.”

Żeby nauczyć się japońskiego w stopniu umożliwiającym rozmowy, trzeba poznać przynajmniej podstawy gramatyki (bo warto wiedzieć, że jest to język aglutynacyjny z odmienną od naszej składnią), trzeba wkuć pewną ilość słówek i poznać „odmianę” czasowników. Co więcej, trzeba mieć świadomość odmienności kultury i trzeba myśleć...

m.




::

2017
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień


RSS