Wyznania gejszy w reżyserii Roba Marshalla (2005 rok) obejrzałam kiedyś jednym okiem i nie zrobiły na mnie wrażenia (a tym bardziej dobrego), bo teraz prawie nie pamiętałam, że go już oglądałam...
Zdarzył mi się jednak obejrzeć jeszcze raz. Dość krytycznie.

W pierwotnej wersji (kiedy jeszcze reżyserem miał być Spielberg, w końcu tylko był producentem) konsultantką miała być Lisa Dalby. Ale, nie wyszło... Ani z reżyserem, ani ze specjalistami...

Co wyszło? Film z chińskimi aktorkami, z sinizującą muzyką i zachodnią grą aktorską w języku angielskim. Dekoracje, kostiumy, a nawet ujęcia są „orientalne”, czyli takie na siłę, jak ze sklepu z chińszczyzną. I razi wszystko: fryzury, sposób poruszania się „gejsz”, pokazowy taniec (można by go uznać złośliwie za pierwowzór butō)...





Oglądałam ten film z pewną dozą kulturowego zażenowania, nie dlatego, że wystąpił w nim Ken Watanabe (bo grał już w Ostatnim samuraju), ale że zagrał w nim Koji Yakusho (ten od Shall we dance).



Cóż, można być rzec na obronę, że powstał film bardzo internacjonalny – autor powieści Amerykanin, obsada chińsko-japońsko-koreańska, a producenci włosko-żydowscy, jednak będzie to trochę naciągane...

A szkoda, bo książka naprawdę ma potencjał.
Cóż, po prostu Hollywood...

I, przyznam, że w scenie pożaru okiyi, kiedy bohaterki się kiepsko okładają po damsku, zabrakło mi przyzwoitej sceny walki kung-fu... może wtedy zaistniałaby jakaś stylistyczna spójność...

m.
::

Komentarze:

20.02.2013, 11:41
matsumi
Też wolę słowo "międzynarodowy", ale (jak słusznie zostało to zauważone) chodziło o pewną nutkę ironii ;)...

19.02.2013, 23:40
Karasu
Generalnie ekranizacje omijam z daleka, zwłaszcza gdy przed premierą przeczytałem książkę. W tym przypadku, "zmotywowany" powyższą recenzją, również daruję sobie seans ;)

Przyczepię się jednak, jako zdecydowany propagator czystej polszczyzny, do określenia filmu jako: "internacjonalny".
Zapewne można doszukać się w zdaniu, które zawiera wspomniane sformułowanie, pewnej dozy ironii, ale "międzynarodowy" brzmi zdecydowanie lepiej :)

18.02.2013, 23:50
Patryk
Pierwszy raz jak oglądałem ten film, to mało wartościowych rzeczy widziałem o Japonii, a tym bardziej o gejszach, więc podpadł mi do gustu ten film i pogłębił moją ciekawość do Japonii.
Teraz wiem troszkę więcej m.in. dzięki świetnej książce "Gejsza" Lisy Dalby, która oczywiście nie wyczerpuje tematu, ale daje jakieś pojęcie o gejszach. I odbiór był inny - film nie był tak perfekcyjny jak myślałem, a międzynarodowość jego powstania bardziej mi się rzuciła w oczy. Mimo wszystko mam dobre wspomnienia związane z tym filmem. Mi wolno, w końcu żaden ze mnie ekspert :)

wróć