Farbowanie w indygo brzmiało najmniej obiecująco...

Wszyscy uczestnicy spojrzeli z niedowierzaniem na stosik białych szmatek i z dużą dozą rezerwy słuchali o najprostszych technikach przygotowania do farbowania.







A potem stała się magia...

Supełki, patyczki, szmatki, laleczki wudu i inne dziwadełka, które wyszły ze spętanych nićmi i gumkami szmatek powędrowały do podejrzanej niebieskawej brei...











a po utrwaleniu i rozplątaniu nitek, oczom wciąż sceptycznych uczestników warsztatów ukazał się efekt ich pracy...








Efekty naprawdę wyszły świetne.

m.
::

Komentarze:

17.07.2013, 21:22
Patryk
Aż człowiek żałuje, że jest poza granicami Polski...

wróć