Bardzo lubię powieści Natsuo Kirino. No, może tylko Groteska trochę mniej mi przypadła do gustu...


Tym razem byłam absolutnie zachwycona. Mimo opinii, że ta pozycja jest jak déjà vu (czy raczej, skoro jest to literatura, déjà lu), bo wszystko już gdzieś było...

A to nie o to chodzi...

Książkę Kirino należy potraktować jako przenośnię. I to zarówno literacko jak i przestrzennie. Bo to nie jest nowa wersja „Robinsona Cruzoe” czy „Władcy much”...

Dzięki przeniesieniu akcji na samotną wyspę zagubioną gdzieś na bezmiarze oceanu, autorka mogła w sposób bardziej dosadny opisać życie, zupełnie takie, jak w mieście.

„Wyspa Tokio” jest przenośnią egzystencji w wielkim mieście. Dlatego, że zachowania ludzkie opisane w naturalnym środowisku aglomeracji miejskiej nie były by tak wyraziste. Bohaterowie byliby banalni na tle wielomilionowej populacji.

A tak, każda z postaci jest reprezentantem jakiejś konstrukcji psychicznej, postawy moralnej czy zachowania. I dzięki zabiegowi przeniesienia akcji, działania, myśli czy przekonania bohaterów mogą być znacznie mocniej zarysowane.

I tak powieść, pozornie prosta, zyskuje drugie dno. Ukazuje nie tylko interesowność i brutalność stosunków międzyludzkich, ale obrazuje też mechanizmy władzy, religii, walki między płciami, rasizmu czy macierzyństwa.

Jednak autorka nie ocenia i nie moralizuje*. Naświetla tylko labirynty ludzkich myśli, które podlegają najprostszym instynktom oraz działania nimi podyktowane**.

Opowieść ta także wskazuje na cywilizację, jako czynnik otępiający i tonujący ludzkie popędy. Ale nie jako dobrodziejstwo, które nas prowadzi do harmonijnego humanitarnego społeczeństwa, tylko jako listek figowy, nędznie skrywający nasze ludzkie podłości.

Jak dla mnie, najlepsza i najpełniejsza książka tej autorki.

* Moralizowanie jest w jakiś natrętny sposób charakterystyczne dla literatury europejskiej, wyrosłej na gruncie kultury chrześcijańskiej...

** Świetna scena (bardzo przenikliwe spojrzenie autorki) zderzenia sfery sacrum Manty, który postrzega jaskinię jako świątynię i Inukichiego i Shin-chana którzy to samo miejsce potraktowali jako teren profanum, przypominający grę komputerową. (str. 211)


m.
::

Komentarze:

wróć